akademie esportowe

Bagatelizowanie roli akademii w esporcie

Jeszcze niedawno mieliśmy w CS:GO wręcz zatrzęsienie akademii oraz kolorowych zespołów, które miały tworzyć kolejne pokolenie zwycięskich drużyn esportowych.

Jak się jednak okazuje, trend ten powoli przemija, a niektórzy obserwatorzy już wyciągają wnioski na temat sensu istnienia takich zespołów.

W taki właśnie sposób postąpił jeden z redaktorów serwisu Cybersport.pl, który w swoim artykule zabrał się za tematykę akademii esportowych. Jego tekst nie jest zbyt przychylny tej praktyce i w moim odczuciu trochę zbyt agresywny.

Nieodpowiednie pojmowanie akademii

Na samym początku wspomnianego wyżej tekstu, pojawiło się takie o to zdanie:

Każda szanująca się organizacja musiała mieć drugi skład, któremu przypominano łatkę tego młodszego, potrzebującego ogrania

Nie wiem o jakie szanujące się organizacje dokładnie chodzi, ale Misfits raczej nie miało żadnej akademii CS:GO, Cloud9 także, OpTic podobnie, FaZe też nie, NiP – nie, Na`Vi – tym bardziej nie itd. Nigdy nie istniał żaden wymóg dotyczący posiadania akademii. Jeżeli organizacje stać było na utworzenie kolejnej drużyny, to zwyczajnie brały się do roboty i szukały zawodników do nowego teamu.

Osobiście nie spotkałem się także z przypinaniem łatki młodszego, poza polską sceną amatorską, gdzie odbywało się to nagminnie (i odbywa się nadal). Na profesjonalnej scenie, dopisek Academy był traktowany bardziej jako zamiennik kolorów (Black, Red, Blue, White) oraz element wspomagający odróżnienie zespołu bardziej utytułowanego od tego, który posiada mniej osiągnięć.

Akademia nie musi wychowywać młodych graczy, którzy w przyszłości wejdą do podstawowego składu

Zapewne dla wielu fanów piłki nożnej jest to dosyć logiczne. Szczególnie teraz, gdy kluby osiągają ogromne przychody z reklam, a inwestorzy sypią kasą na lewo i prawo (trochę podobnie jak w esporcie). Dla osób w żaden sposób nie interesujących się sportem – może to być mniej zrozumiałe. Wypadałoby więc ten temat trochę nakreślić.

Liczby są bezlitosne – wśród wszystkich znanych ekip, które w pewnym momencie mogły pochwalić się zespołem z dopiskiem „Academy”, tylko jedna pochwalić się może tym, że naprawdę udało jej się wychować przyszłego członka głównej piątki.

W piłce nożnej bardzo dużą rolę odgrywa szkolenie młodych zawodników. Kluby piłkarskie nie robią tego jednak tylko po to, żeby w przyszłości mieć własnych wychowanków. Dużą rolę odgrywa tutaj kwestia finansowa. O wiele łatwiej jest przecież wytrenować piłkarza, którego potem można sprzedać za lepsze pieniądze do klubu z większym portfelem. Drożej wyniosłoby zakupienie takiego zawodnika z innego klubu posiadającego własną szkółkę i dopiero potem opchnięcie go za większą cenę na rynku. Wniosek z tego jest taki, że inwestycja w trenowanie młodych zawodników, zwraca się po kilkunastu latach. Przykładem z piłkarskich boisk może być np. Arsenal, który chociaż stara się wprowadzać wychowanków do pierwszego składu, to nadal duża liczba młodych kanonierów jest wypożyczana i sprzedawana do innych klubów angielskich lub zagranicznych. Dzięki temu budżet Londyńczyków, co roku jest zasilany kwotami pochodzącymi z transferów.

Podobnie ma się sytuacja w esporcie. Wielu z graczy występujących w jakiejś akademii nigdy nie trafi do pierwszego składu rodzimej organizacji. Mogą jednak zostać sprzedani do lepszej ekipy, bądź też w przyszłości mogą stworzyć zespół, który będzie bił się o najwyższe cele.

Akademie są sposobem na rozwój sceny i na reklamę organizacji esportowych

Nie oznacza to jednak, że każdy tego typu zespół esportowy, musi mieć w składzie tylko młodych, dobrze zapowiadających się graczy. Dlaczego? Ponieważ obecny esport jednak różni się od swojego tradycyjnego kuzyna – sportu.

 A już o śmiech przyprawia sytuacja wspomnianego już EnVy, gdzie średnia wieku graczy wynosi… 24,4 lat, czyli dokładnie tyle samo, ile ma uznany już na świecie pierwszy zespół.

Akademia w esporcie pełni jeszcze dwie ważne funkcje. Po pierwsze pozwala zainwestować nadwyżki pieniężne w określoną scenę. Chyba nikt nie zaprotestuje, że drużyna ze Szwecji, która dostanie wsparcie od Fnatic lub GODSENT, nie ma o wiele większych możliwości rozwoju, niż taki sam team, który nie posiada organizacji lub inwestora/sponsora. Oczywiście wpływ na rozwój takiej sceny może być kilkuprocentowy, ale nadal pozwala to na osiągnięcie pewnej przewagi nad konkurencyjnymi krajami.

Po drugie, organizacje mogą wykorzystać akademie do lepszego promowania własnej marki. Z takiego założenia wyszły przecież ekipy North oraz Team EnVyUs, które raczej nie ukrywały, że wybrani zawodnicy nie mają w przyszłości zastępować podstawowego składu. Zamiast tego, obie drużyny (lepsza i gorsza) biorą udział w różnych turniejach, dzięki czemu przełożenie na zasięgi oferowanej reklamy, jest w teorii dwukrotnie większe niż gdyby istniał tylko jeden team.

Akademia nie może grać na tym samym poziomie co pierwszy skład

I tutaj dochodzimy do bardzo kontrowersyjnej sprawy, która nadal przez wielu jest uznawana za blokowanie rozwoju drużyn posiadających status akademii.

Ktoś może uważać, że to świństwo, ale wyobraźmy sobie sytuację, w której w decydującym meczu zamkniętych eliminacji do Majora naprzeciwko siebie staną np. GODSENT oraz GODSENT Academy.

Tutaj akurat zgadzam się z autorem, że problem w takich spotkaniach stanowi możliwe ustawianie wyniku. Dlatego właśnie, akademie nie powinny uczestniczyć na tym samym poziomie rozgrywek co pierwszy team. Ma to także swoje odzwierciedlenie w aspektach reklamowych, które w przypadku występowania dwóch ekip z taką samą nazwą w jednym turnieju, nie mają dwukrotnie lepszego działania. Skoro więc nie jest to opłacalne – to większość organizacji wybiera na drugi skład zespół o wiele słabszy, który rozgrywa mecze w turniejach np. regionalnych.

Wzmocnień szukaj u sąsiada? To działa w dwie strony

Motyw z podbieraniem graczy z innego teamu jest stary jak świat i raczej nigdy nie zniknie ze sceny. Podane w artykule przykłady: SK – Immortals, Heroic – Tricked, NiP – Epsilon są niewątpliwie faktem, jednak jeżeli skupimy się tylko na nich, to możemy wyciągnąć błędne wnioski. Dlaczego? Ponieważ podobne rotacje nastąpiły w przypadku akademii i podstawowych dywizji. Przykład? Proszę bardzo. Poniżej znajduje się lista graczy, którzy byli w akademii, a obecnie reprezentują inne zespoły.

Nick Akademia Obecnie
Limpone GODSENT Academy Tempo Storm SE
mokeN GODSENT Academy Epsilon eSports
Barkeen GODSENT Academy Tempo Storm SE
Shrew GODSENT Academy ???
Ericip GODSENT Academy Epsilon eSports
Jayzwalkingz Fnatic Academy Epsilon eSports
Golden Fnatic Academy Fnatic
PlesseN Fnatic Academy Red Reserve
Bååten Fnatic Academy Red Reserve
Karus Fnatic Academy TEAM5
perzon Rogue Academy ???
Kevve Rogue Academy TEAM5
shadow Rogue Academy Tempo Storm SE
powerputte Rogue Academy Iwku Gaming

Każdy może wyciągnąć z tej małej listy własne wnioski. Moim zdaniem część z tych graczy, zwyczajnie nie nadawała się do grania w pierwszym zespole czy nawet w drugim. Niektórzy zawodnicy mimo rozpadu akademii, trafili do teoretycznie lepszych zespołów. Czy dostaliby się do nich, gdyby nie okres grania z dopiskiem Academy? Uważam, że nie. Akademie pozwoliły im pokazać się na scenie europejskiej, dzięki czemu o wiele łatwiej było im znaleźć kolejnego pracodawcę. Oczywiście gdyby ich nie było, to zapewne wszystkie te zespoły grałyby pod innymi nazwami, a stałość poszczególnych składów byłaby na tym samym poziomie, co u większości polskich mixów.

Akademie nie są takie nieprzydatne

Wbrew wszystkim wnioskom, które zostały wyciągnięte we wspomnianym na samym początku artykule, akademie esportowe mają się całkiem dobrze. Przykładem może być tutaj North, którego drugi zespól zakwalifikował się na DreamHack Open Winter. Czy oznacza to jednak, że funkcjonują one w 100% tak jak powinny? Oczywiście, że nie, ponieważ wiele zależy od samych zawodników, którzy nie zawsze pokazują w takich drużynach swój pełny potencjał. Żeby jednak to zmienić, należałoby najpierw wprowadzić systemy szkoleniowe, a do tego esportowi jeszcze daleko.

 

Źródło: cybersport.pl/114391/po-co-komu-akademia-skoro-jest-immortals-heroic-czy-epsilon/

Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menedżerem, webmasterem. Właściciel Syclik Esports oraz bloga Ingaming. Redaktor naczelny EYEGAME.PL.