Czy StarCraft 2 ma jeszcze możliwość wybicia się na scenie e-Sportu?

Na blogu jeszcze nie było posta o StarCrafcie, więc przydałoby się w końcu coś napisać wraz ze zbliżającą się premierą Legacy of the Void, na którą czeka bardzo dużo fanów i przemyśleć czy aby na pewno największa i najlepsza gra czasu rzeczywistego RTS, nie odejdzie w zapomnienie i będzie utrzymywać się w czołówce topowych gier na świecie.

Ale czy ma możliwość zbliżyć się do gier typu Counter-Strike, League of Legends czy też DOTA 2?

Blizzard wie co robi?

Jako jedna z topowych firm tworzących gry na świecie, Blizzard w 100% nie pozwoli umrzeć grze, która pozwoliła im wybić się na rynku e-Sportowym – chociażby za sprawą pieniędzy i fanów, którzy wciąż w nią grają i mają nadzieję, że gra dostanie drugie życie i osiągnie większy sukces, nie przynosząc przy tym studiu wstydu. W końcu pierwsza część o nazwie BroodWar, przez długi czas konkurowała ze znanym wszystkim Counter-Strikiem 1.6, a pierwsza część trylogii Wings of Liberty, która została ukazana światu w 2010 r. przez długi czas utrzymywała się w ścisłej czołówce gier wraz z dużą: oglądalnością, grywalnością, nagrodami pieniężnymi, ilością turniejów offline jak i online, z pulami pieniężnymi typu Playhem. Ale… wkońcu zaczęły się problemy – co je spowodowało?

Balans gry oraz inne tytuły

Głównym powodem przez który malała ilość graczy na pewno jest balans gry. Dawał wiele do myślenia, a sam Blizzard nie wiele z tym robił. Na kolejne patche, które miały balansować grę, trzeba było czasem czekać za długo (np. Patch 1.4.3, na który było trzeba czekać 3 miesiące) – z jednej strony dobrze, wydawało by się, że gra jest zbalansowana i nie potrzebuje wielu poprawek, jednak te patche nie zawierały jakichś większych zmian w rozgrywce, a większość to były naprawy błędów powodujących crashe itp. Mimo wielu uwag ze strony społeczności czy też profesjonalnych graczy, Blizzard nic sobie z tego nie robił, poza dodawaniem kilku groszy do puli turniejów przez nich sponsorowanych.

Kolejnym powodem zapewne są inne tytuły, takie jak League of Legends, który mimo powstania kilka miesięcy wcześniej, początkowo ukrywał się w cieniu innych gier. Jednakże gry MOBA bardzo szybko osiągnęły większą popularność nawet od gier FPS, a wybicie się LoLa na scenie, było łatwe do przewidzenia. W 2011 roku Mistrzostwa Sezonu I z pulą 100,000$ przyciągnęły dużą uwagę ze strony graczy z innych gier jak i tych, którzy zaczynali swoją przygodę z e-Sportem. W końcu to była gra, która była darmowa z oczoje**ymi kolorkami w którą mogłeś grać z kolegami. StarCraft warty 100 zł nie przyciągał 10l atków z gimbazy (tym bardziej, że w połowie 2013 wyszła druga część trylogii Heart of The Swarm, która była warta kolejne 100 zł i bez pierwszej nie mogłeś w nią grać).

Mimo wszystko początkowo dużo wskazywało na to, że HotS ostatecznie osiągnie sukces i będzie o wiele lepszy niż pierwsza część, jednakże Blizzard wypalił się z pomysłów. Balans początkowo nie był taki zły, a większość decyzji była podejmowana w sposób prawidłowy. Mimo wszystko nie uchronili gry przed upadkiem, a późniejsze objawienie się takich tytułów jak: Counter-Strike: Global Offensive, który początkowo nie cieszył się dobrą opinią, lecz ostatecznie osiągnął większy sukces oraz DOTA 2, która w 2013 roku miała premierę i zdobyła dosyć dużą rzeszę fanów – sponsorowane przez społeczność edycje turnieju The International, w których pula pieniężna dochodziła do 20 milionów dolarów nie obeszły się bez echa.

Ostateczną dobitką StarCrafta są kolejne dwie produkcje samego Blizzarda – Heroes of The Storm oraz Hearthstone, na które bardzo duża ilość profesjonalnych graczy StarCrafta przeniosła się i obecnie tam odnoszą sukcesy, a pule pieniężne nie są wcale mniejsze od samego StarCrafta 2.

Legacy of the Void

Premiera ostatniej trylogii ma mieć miejsce 10 listopada. Na chwilę obecną poza dodaniem jednostek, wprowadzeniem małych zmian w balansie jeżeli chodzi o 1v1, niewiele się zmieniło. Jednakże dodano bardzo ciekawy mod zwany „Archon Mod„, który pozwala dwóm graczom grać jedną rasą – na początku może wydawać się to głupie, jednakże nie do końca.

Zainteresowanie owym modem jest obecnie bardzo duże, a sam RedBull postanowił zrobić turniej, który cieszył się nie małą ilością widzów. Pula 30,000$ to wcale nie taka mała suma, jak na mod, w który możesz grać z kolegą i nie czujesz się sam. Blizzard jedyne co musi robić, to dobrze zbalansować grę 1v1, przez co mod ten ma bardzo duże prawdopodobieństwo na wybicie się i zyskanie większego zainteresowania w powstawaniu drużyn dwuosobowych z którymi można będzie brać udział w turniejach online jak i offline.

Prawdopodobieństwo dobrego balansu na datę premiery LotV jest bardzo znikome – jest jeszcze bardzo dużo rzeczy niedopracowanych, a obstawiam, że Blizzard będzie chciał dodać jeszcze takie elementy jak: nowy design, naprawienie błędów i takie duperele, które nie wpływają na samą rozrywkę.

Warto jednak jeszcze wspomnieć o automatycznych turniejach, które zostały dodane do bety LotV – co prawda za wygraną dostaniesz figę z makiem (chyba, że dostajesz jakiś achievement, o którym nie wiem) – mimo to, jest to jakiś krok w przód poza możliwością grania custom gamesów oraz ladderów 1v1. Wkońcu od dłuższego czasu, bardzo dużo turniejów online, za które były jakieś pieniądze, posypały się ze względu na małą ilość grających lub przeniosły się na inne platformy typu CS:GO/LoL.

Nowy początek

No cóż, w skrócie napisałem o tym jakie nowe możliwości dostanie trzecia część StarCrafta – ale co ostatecznie może uratować tę grę, przed całkowitą śmiercią i pomóc jej wrócić na szczyt?

Sam David Kim, który zajmuje się produkcją LotVa w jednym z wywiadów zapowiedział, że cała drużyna, która pracuje nad grą nie zostanie zmieniona ani zmniejszona jak to było w ostatnich dwóch częściach, przez co gra będzie otrzymywała stały support ze strony producenta. Sam tytuł nie będzie potrzebował dwóch poprzednich części (Wings of Liberty ani Heart of The Swarm) do jego uruchomienia. Na pewno jest to jakiś plus, że nie trzeba wydawać w tym momencie kasy, na dwie bezużyteczne części, w których jedyną rzeczą, mogącą zainteresować nowego, potencjalnego kupca, jest świetna kampania.

O tym jakie plany ma Blizzard co do samego StarCrafta, na kolejne miesiące, a może i nawet lata, dowiemy się na BlizzConie, który odbędzie się 4 dni przed samą premierą Legacy of the Void. Jak będzie wyglądał balans gry, zobaczymy pod koniec listopada na pierwszym turnieju offline z trzeciej trylogii w mieście Jönköping na DreamHacku Winter 2015 z pulą 50,000$.

Ale czy stary koniec?

Jeżeli Blizzard zrobi taką świetną premierę jak w przypadku Heart of the Swarm i nie popełni tych samych błędów co w dwóch poprzednich częściach -przy tym będzie dodawać nowe opcje, słuchając tego, co społeczność ma im do powiedzenia, to gra ma szanse na przynajmniej utrzymanie się w TOP 5 gier e-sportowych przez kolejne 2/3 lata.

Na sam koniec podrzucam oczywiście link do świetnej kinówki Blizzarda – aż tak dobrej, że czasami powinni robić filmy aniżeli gry.