Esport nie dla polskich klubów sportowych

Wraz z coraz większym zaangażowaniem się w esport klubów z: NBA, NHL czy też lig piłkarskich, pojawia się pytanie, czy polskie kluby sportowe powinny zainwestować w sekcje esportowe? Zasada jest taka, że w naszym kraju wszystkie trendy są opóźnione względem zachodu i raczej w tym przypadku będzie podobnie. Czy jednak ściąganie do polskiego esportu klubów sportowych ma sens?

Moim zdaniem nie – a przynajmniej nie w takiej formie, jak ma to miejsce na zachodzie europy. Trzeba pamiętać, że u nas wiele rzeczy wygląda zupełnie inaczej i ślepe kopiowanie innych, może okazać się błędem.

 

Brak funduszy

Polska to nie USA czy też Francja lub Niemcy – kraje rozwinięte. Jeżeli porównamy budżety np. klubów piłkarskich z  Francji i Polski, to pojawi nam się kolosalna różnica – nie tylko pod względem posiadanych funduszy, ale także: wydatków, transferów, przychodów itd. Ciężko więc byłoby rywalizować na tej płaszczyźnie z podmiotami z zagranicy, a to słaby punkt do rozpoczęcia negocjacji z zadłużonym klubem sportowym z Polski, który dowiedziałby się, że raczej nic nie zarobi na przyjęciu pod swoje skrzydła danej dywizji esportowej.

 

Regionalne działanie

Nasze krajowe kluby sportowej, są w dużej mierze powiązane tylko i wyłącznie z rynkiem krajowym lub regionalnym. Ma to oczywiście swoje plusy w sporcie, gdzie można stawiać na rozwój własnych wychowanków, jednak jeżeli do skali regionalnej władujemy esport nastawiony na działania globalne, to nie ma opcji, żeby to wypaliło.

Z działaniem regionalnym wiąże się jeszcze jedna bariera – fanatyzm kibiców. Możecie się śmiać z przepychanek słownych na czacie twitcha pomiędzy fanboyami Virtus.pro i Team Kinguin, ale daje wam słowo, że jeżeli swoje zespoły CS:GO miałyby takie kluby jak Legia i Lech, to ustawki na hali kibiców tych dwóch drużyn stałyby się standardem, a dobór poszczególnych zawodników do składu, byłby związany z pochodzeniem gracza i jego preferencjami klubowymi. Takich problemów o dziwo nie ma w Niemczech, gdzie oczywiście fanatycy się zdarzają, jednak kibicowanie jest tam bardziej powiązane z przynależnością do określonej grupy społecznej, niżeli z dążeniem do otwartego konfliktu z kibicami rywala sportowego. Niewątpliwie takie podejście do sportu, wpływa także na odbiór esportu przez tamtejszych kibiców sportowych. Esport nie staje się tam kolejnym elementem regionalnych sporów, tylko strategią marketingową, mającą promować daną markę poza granicami kraju.

 

Dalszy podział społeczności

Tam gdzie brakuje osiągnięć międzynarodowych, brakuje także myślenia globalnego. Oznacza to, że w naszym kraju, przyjmowanie drużyn przez kluby sportowe, podzieliłoby jeszcze bardziej polskie środowisko esportowe. Nie mielibyśmy tylko fanów polskich ekip LoLa, Fify, czy CS:GO. Podział byłby dodatkowo na fanów i antyfanów poszczególnych klubów sportowych, które posiadałyby dywizje w tych grach.

 

Jak to powinno wyglądać?

W moim mniemaniu, polskie kluby sportowe nie powinny otwierać sekcji esportowych. Powinny inwestować w nowe marki i projekty, które pozwoliłyby im się reklamować, ale z drugiej strony nie przenosiłyby na esport, negatywnych elementów związanych z ich regionalnym charakterem działania.

Przynależność organizacji esportowej do danego miasta przyniosłaby wiele korzyści dla samych graczy oraz klubu wykładającego kasę (w końcu esport = rekama), natomiast nie da się wykorzystać pełnego potencjału takiej współpracy, jeżeli dotychczasowi kibice sportowi nie zmienią swojego agresywnego nastawienia do kibicowania.

 

Nisu

Właściciel bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.