Gracze znają się tylko na graniu

Miałem ograniczać negatywny wpływ pewnych sytuacji na moje słownictwo, ale czasami po prostu się nie da. Sam wpis przygotowuję już w momencie, gdy trochę ochłonąłem. Dzięki temu będzie można przeczytać ów tekst, bez notorycznych konwulsji spowodowanych nawarstwieniem się przekleństw.

W związku z odejściem z INFRACTION dywizji League of Legends, zdecydowałem się na zamieszczenie tutaj kilku słów, na temat podejścia samych graczy do pewnych spraw. Na stronie INF, niestety mi nie wypada, ale tutaj mogę to zrobić i nikt nie będzie miał do mnie o to pretensji (przewaga bloga nad serwisem lub stroną).

 

Odchodzę, dłużej tak nie wytrzymam!

 

Odstawmy więc między bajki tekst o „odejściu” dywizji. Wszyscy doskonale wiemy, jak wyglądają „odejścia” na polskiej scenie. Przynajmniej wiedzą o tym managerowie i redaktorzy, którzy już nie jedno widzieli (dalej wiele rzeczy potrafi ich zaskoczyć).

W mojej karierze redaktora, nigdy nie było sytuacji, że dywizja odchodziła z organizacji w miłej atmosferze. Polska to kraj wyższej mentalności i nikt normalny nie podaje się tutaj do dymisji – Polak tkwi na posterunku do końca. Najczęściej, dywizja jest wyrzucana z gamingu z powodu:

  • braku aktywności
  • zerowego kontaktu, przez dłuższy okres czasu
  • Nie spełnienia podstawowych wymagań, przez graczy lub gaming
  • Kolaborowaniu z innymi gamingami bez wcześniejszego poinformowania o tym dotychczasowych pracodawców

W przypadku LoLa w INF, najbardziej pasowałoby, to drugie i ostatnie. Oczywiście, jeżeli zapytasz się samych graczy, stwierdzą, że wszystkiemu winna jest organizacja, która powinna im dać kasę i mieć wyje**** na to, co z pieniędzmi zrobią. Niestety, ale  takie myślenie prezentuje wiele młodych (i nie tylko) zespołów, które nie mają pojęcia ani o prowadzeniu organizacji, ani o profesjonalnym graniu.

 

Profesjonalisty nie określa liga, profesjonalista to styl życia

 

Trochę górnolotne słowa, ale co mi tam, ważne że sens tego zdania jest zrozumiały. Uświadom sobie, pier***** challengerze z Cebulandii, że możesz sobie grać na tym poziomie do usranej śmierci, a profesjonalnym graczem i tak nigdy nie zostaniesz, nawet jeżeli dostaniesz kontrakt od zagranicznej organizacji.

Liga w LoLu pozwała Ci tylko ćwiczyć umiejętności klikania oraz daje możliwość doskonalić się w wyzywaniu przeciwników od retardów, dickheadów etc. Profesjonalizm, polega na poświęceniu się w całości dla danej sprawy, dzięki czemu możesz stać się ekspertem w tym co robisz i przy okazji zarobić na swoje utrzymanie.

Niestety, ale samo wbicie diamentu/challengera/mastera na yoloQ, nic ci nie da. Uściślając, samym graniem nie zarobisz na siebie, jeżeli nie masz pojęcia o sposobach pozyskiwania funduszy w internecie. Proste?

Dlatego właśnie, tak bardzo dziwi mnie podejście pseudo profesjonalistów na polskiej scenie, którzy mają swój śmieszny – powiedzmy, 2 tygodniowy team, którym grają jakiegoś Go4LoLa i domagają się kasy od swojej organizacji, za samo granie – jako ten właśnie zespół!

Dochodzimy w tym momencie do sedna istnienia organizacji e-sportowej. Organizacja nie ma żadnego obowiązku płacenia wam za samo granie! Faktycznie, zdarzają się takie przypadki na zachodzie, gdzie gamingi nie mają co zrobić z pieniędzmi, ale są one sporadyczne.

Czy tego chcecie, czy nie, granie jest WASZYM psim obowiązkiem – oczywiście jeżeli decydujecie się występować pod banderą danej organizacji. W innym wypadku, możecie wypier***** nabijać lvl w Tibii.

 

Virtuti Cebulari otrzymuje …

 

Niestety, ale w Górnej Cebulandii, sposób myślenia zaprezentowany powyżej, jest niedopuszczalny. Wszystko dlatego, że większość graczy dobrze wie, że nic nigdy nie osiągną na scenie międzynarodowej. Uważają oni, że lepszym wyjściem jest zawyżyć swoje standardy i wyciągnąć od organizacji, tyle ile się da – nie dając jej nic w zamian. Takie podejście dobrze działało, jeszcze jakieś 5 lat temu, kiedy to sponsorzy potrafili utrzymać na powierzchni, nawet najgorzej zarządzany projekt, który przynosił tylko i wyłącznie straty (patrz Voodoo Gaming).

Skoro jednak, zniszczyłem wam wszystkim światopogląd, to w takim razie za co organizacja może wam zapłacić? Odpowiedź jest bardzo prosta – za reklamę. Niestety, ale ta musi być ona robiona przez samych graczy (oczywiście przy odpowiednim wsparciu gamingu) i nie może się ograniczać, tylko do zmiany nazwy/loga konta na ESL/Allplay.

 

Zjedzmy ciastko i miejmy ciastko!

 

Dlatego też, parsknąłem śmiechem, gdy uzyskałem odpowiedź od naszego byłego gracza, na zadane mu pytanie: Dlaczego zmieniliście organizację? Odpowiedź brzmiała: Bo nie daliście nam nic przez pół roku grania.

No faktycznie. Dawanie komuś dostępu do prywatnego serwera TS3, opłacanie zmiany nicków dla 6 osób (5 + manager), czy też możliwość uzyskania wpisowego na LANa, to faktycznie mało. Szczególnie, jeżeli dodamy do tego fakt, iż gracze nie robili dla naszej organizacji ŻADNEJ reklamy. Jedyne czym się zajmowali, to promowaniem własnego teamu (wysyłając za plecami nowe podania do różnych organizacji).

Chcieliście dostać coś więcej? Gdzie w takim razie były streamy? Gdzie były wywiady? Gdzie były poradniki? Gdzie było aktywizowanie się na facebooku/twitterze? Gdzie było informowanie fanów o turniejach, w których braliście udział?

 

Reklama Last Minute

 

Kolejną sprawą, jest problem dotyczący stabilności składów. Moim skromnym zdaniem, LoL w tej kwestii jest najgorszy i jeszcze przez jakieś dwa lata ten stan się nie zmieni. W przypadku drużyn, grających na poziomie amatorskim, niestety, ale przeprowadzenie długoterminowego projektu nie jest możliwe.

W przypadku byłej już dywizji INF, chcieliśmy mieć pewność, że dywizja będzie grała u nas przez następne 6 miesięcy. Pozwoliłoby to na ustabilizowanie zespołu, poprawienie zgrania i pojechanie dywizji na turniej offline. W międzyczasie, zarząd planował rozpoczęcie nowego projektu, który umożliwiłby większą interakcję pomiędzy fanami, a zawodnikami.

Dlatego też, umówiliśmy się z nimi, że dostaną RP na zmianę nicków w zamian za pozostanie, przez wyżej wymieniony okres w naszych szeregach. Jak jednak się okazało, gracze i ten aspekt mieli w dupie i wypierali się do samego końca, że nic o tej umowie nie wiedzą (najwidoczniej gen złodzieja jest silny w tym narodzie).

Bądźmy szczerzy, ale jeżeli chcesz coś faktycznie osiągnąć na polskiej scenie, to niestety, ale musisz zapier***** w jednym składzie co najmniej rok, tworząc odpowiedni hype, reklamę, promując drużynę na streamie i trenując z najlepszymi. W innym wypadku, możesz sobie darować granie w organizacji i wracać na mixy.

 

Znam się na menadżerowaniu – 2 lata byłem bezrobotny

 

Środowisko graczy jest już tak przesiąknięte tym zawyżaniem własnego ego, że wirus bycia kutasem, dotarł nawet do menadżerów. Oczywiście, nie możemy tutaj uogólniać i wrzucać do jednego worka wszystkich. Są osoby, które nawet na poziomie amatorskim, wiedzą jakie mają obowiązki i potrafią się z nich wywiązywać. Są jednak w dużej mniejszości.

Za negatywny przykład, mogę podać tutaj pewnego menago, będącego dawno temu w Infraction. Niby fajny typ, dało się z nim pogadać. Miał jednak jedną wadę, która ujawniła się dopiero po zakończeniu naszej współpracy. Przez okres pobytu u nas, nie potrafił utworzyć ani jednej dywizji, która pograłaby ze sobą dłużej niż miesiąc. Żeby tego było mało, nawet jak przejmował dany zespół, to rozpadał się on także po 30 dniach. Ostatecznie, po około roku, zdecydował się od nas odejść, zostawiając nas z ręką w nocniku.

Jak myślicie kogo obwiniał w prywatnych rozmowach za swoją nieudolność? Oczywiście, że nas. Menadżer w polskiej organizacji, jest tylko od udawania, że zna się na wszystkim. W momencie, gdy rzeczywistość weryfikuje jego widzę, zrzuca winę na kogoś innego i szukają nowej ofiary, do swoich eksperymentów.

 

Będzie Pan zadowolony!

 

Przejście do SCO Gaming (organizacja głównie znana z nieudanej próby tworzenia nowego community dla CoD4, po upadku Gamemod.pl), nie rozwiąże żadnych problemów, których nabawił się ów zespół przez ostatnie kilka tygodni. Mataczenie, utrzymywanie słabego kontaktu z zarządem, brak pomysłu na promowanie swojego wizerunku, ciągłe zmiany w składzie, zerowa motywacja do wspólnego grania, czy rzucanie się na darmową kasę – jak pedofil na dzieci w przedszkolu – poważnie ktoś jeszcze ma złudzenia, że mentalność graczy można naprawić jedną zmianą nazwy?

 

Móżdżku, co będziemy robić dzisiaj w nocy?

 

Przez lata zaniedbań,  jakich dopuściły się organizacje e-sportowe w Polsce, mamy to, co dzisiaj możemy śmiało nazwać cofnięciem się w rozwoju. Obstawiam, że wiele tytułów gier, nawet na samym początku tworzenia się ich społeczności, posiadało bardziej otwarte na poglądy i pomysły grono fanów.

Jest jeszcze jedna rzecz. Zmieniając organizacje jak rękawiczki, wymieniając graczy z częstotliwością zegara i skupiając się tylko na graniu i pieniądzach – sracie do własnego gniazda, które niedługo osiągnie limit g**** jakie może pomieścić i zniknie z e-sportowego drzewka.

Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menedżerem, webmasterem. Właściciel Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Redaktor naczelny EYEGAME.PL.

4 komentarze do “Gracze znają się tylko na graniu

Komentowanie zostało wyłączone.