Idiotów i naciągaczy u nas nie brakuje, ale i tymi nie pogardzimy

Parafrazując cytat z „Krzyżaków” rozpoczynam ten jakże zajmujący wpis, którego tematem kolejny raz będzie cwaniactwo i naiwność osób biorących się za prowadzenie własnego gamingu. Powiecie, że takich wpisów jest już na tym blogu zbyt dużo? Też tak uważam, jednak skoro pojawiają się ciągle informacje o tym jak XXX zrobił w konia YYY, czemu mam o tym nie napisać?

 

Sprzedam organizację za 1 zł!

 

Tym razem zainspirował mnie wpis na facebooku, a dokładniej na fanpage’u jednej z organizacji – HellFaction. Obecny menadżer, który wcześniej prowadził inny gaming i przyłączył go do HF, zdecydował, że właściwie to może sprzedać jedną nieaktywną „organizację”, żeby mieć zamiast 2 nieaktywnych – jedną (sprytne, nieprawdaż?).

Kupiec znalazł się bardzo szybko. W końcu: konto steam za fanpage’em mającym 800 like’ów, FTP strony i grafiki, nie chodzi piechotą, więc transakcja została zrealizowana w natychmiastowym tempie. Oczywiście, cała sprawa nie mogła się tak miło zakończyć. W końcu trzeba zrobić gówno burze o 200 zł.

 

Ale konto było zbanowane

 

Zainteresowanych tym, jak dalej potoczyła się cała sprawa odsyłam na profil sprzedanej „organizacji”, gdzie nowy menadżer żali się, że nie dostał obiecanego hostingu, loga itd. mimo że spełnił wszystkie wymagania.

facebook.com/myfrantic

Oczywiście druga strona temu zaprzecza, twierdząc, że to kupujący oddał mu zablokowane konto, więc transakcja nie powinna dojść do skutku itd. Pozwolicie, że nie będę skupiał się na nieistotnych rzeczach, tylko przejdę od razu do sedna sprawy.

 

Jak można sprzedać coś co nie istnieje?

 

Takie pytanie należałoby zadać osobie sprzedającej jak i kupującej. W ofercie widnieje stwierdzenie:

Organizacja na sprzedaż (Fanpage, grafika, hosting bez ograniczeń za darmo z oslx, darmową domenę z hostingu nazwa.pl, prawa funkcyjne + jeżeli ktoś chce pisemne, szablon oraz layout, pomoc przy stronie).

Jest ono błędne i wprowadza przyszłego kupca w błąd.

Jeżeli przedmiotem sprzedaży jest organizacja, to chciałbym najpierw zobaczyć: gdzie jest ona zarejestrowana, na jakich prawach działa i czym dokładnie się zajmuje. Dodatkowo, dochodzą do tego kwestie generowanych zysków i strat, oraz tego, kto przy jej tworzeniu obecnie pracuje. Tutaj tego nie uświadczymy, ponieważ Frantic, to nic innego jak amatorska organizacja, która nie jest nigdzie zarejestrowana, ani nie jest podpięta pod żadną działalność gospodarczą. Co za tym idzie, sprzedawanie czegoś co nie istnieje, jest już samo w sobie niezłym mindfuckiem. Jakby jeszcze tego było mało, to sama „organizacja e-sportowa” nie ma żadnej wartości materialnej/niematerialnej jeżeli jest pusta – nie ma w niej graczy, zarządu, menadżerów, redaktorów itd. Wiedzieliście kiedyś, żeby ktoś sprzedawał działalność gospodarczą bez osób w niej zatrudnionych?

 

A może jednak?

 

Powiedzmy jednak, że ktoś się pomylił (tak, jak gimbazjalista na teście z matmy wpisując 2+2=5) i przedmiotem sprzedaży są prawa do wykorzystywania strony, fanpage’a itd. Tutaj, jestem skłonny przyznać rację. Zakupiłeś – sprzedajesz – masz do tego pełne prawo. Problem w tym, że obie strony najprawdopodobniej chciały zrobić drugą stronę w bambuko. Sprzedający nie dotrzymał wykonania usługi w postaci przekazania elementów (chciał konto steam – dostał, nigdzie nie napisał, że ma być niezablokowane), natomiast kupujący mógł (nie twierdzę, że faktycznie to zrobił), podrzucić konto, które faktycznie było już zbanowane. Można by powiedzieć, że nic nowego, jak na nasze, krajowe warunki.

 

Ilość > jakość => lewactwo

 

Co mnie najbardziej uderza, to fakt, że osoba która zakupiła ów gaming (a raczej jego elementy, jak już wspominałem wyżej), nie ma nawet bladego pojęcia o tym, jak działa podstawowy marketing na samym początku rozkręcania klubu e-sportowego. Możemy więc przeczytać następujące stwierdzenie, które znajduje się na fanpage’u Frantic:

Osoba ta postanowiła zablokować mnie na FB myśląc chyba ze ta historia nie wyjdzie na jaw. Otóż dużo włożyłem w te konto steam, gdzie były rożne gry. A ja dostałem tylko fanpage, z 800 lajkow gdzie nabicie 1000 lajkow kosztuje 10 zl.

Nie znam się na cenach kupowania like’ów, ponieważ nigdy z tego nie korzystałem. Dlaczego? Bo tracę wtedy narzędzie do porównywania poszczególnych moich działań – jak wpływają one na osoby interesujące się moim projektem. Prowadząc fanpage na facebooku, bardziej liczy się wartość like’ów – liczba osób, która klikając „lubię to” będzie brać czynny udział w działaniu gamingu, Podejście w stylu „zakupię sobie 1000 like’ów” i podpiszę umowę z MSI, niedawno widzieliśmy i nie muszę wspominać jak to się skończyło (RedWinged takie mocne).

Jednym słowem, jeżeli prowadzisz nowo powstałą amatoską organizację e-sportową i kupujesz like’owanie – to jesteś z miejsca dwulicową kurwą, która psuje rynek organizacji e-sportowych, nie mając przy tym żadnego pojęcia o prowadzeniu własnego gamingu.

 

Jakiś morał?

 

Ciężko coś więcej powiedzieć o tej sprawie, ponieważ nie znamy dokładniejszych danych. Jest to jednak jakaś forma nauczki dla osób, które zdecydują się w przyszłości założyć gaming. Dobierajcie starannie kadrę menadżerską w taki sposób, żeby nie mieć w swoich szeregach: oszustów, złodziei i cwaniaków, którym zależy tylko na wyłudzaniu kasy – no chyba, że sam się do nich zaliczasz, wtedy możesz wypierdalać ze środowiska e-sportowego w tempie natychmiastowym.

 

Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menedżerem, webmasterem. Właściciel Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Redaktor naczelny EYEGAME.PL.