młodzi tytani

Nastoletni Tytani – Damian wie lepiej – Tom 1

Pierwszy tom Nastoletnich Tytanów z cyklu DC Odrodzenie, to lektura lekka, może i nawet przyjemna, a zarazem na tyle słaba, że szybko o niej zapomnimy.

Nastoletni Tytani czy też Młodzi Tytani – jako marka, mają się chyba całkiem dobrze. Powstają kolejne seriale i filmy animowane, ostatnio nawet pełny serial aktorski. Można by rzec, że seria zaprezentowana nam w ramach DC Odrodzenie, musi być także skazana na sukces. Z tym może być jednak problem.

Damian wie lepiej

Fabuła skupia się na obecnym Robinie oraz jego koneksjach z Ligą Asasynów. Pięść Demona – elitarna grupa młodych zabójców pod przewodnictwem Ra’s al Ghula, zdecydowała się na wyeliminowanie potencjalnego zagrożenia w postaci kilku superbohaterów. Damian, który kiedyś należał do wspomnianej grupy, sam niespecjalnie chce dołączyć do grona martwych. Decyduje się więc na reaktywację Tytanów, w skład których mają wejść bohaterowie ścigani przez ekipę Ra’sa: Starfire, Raven, Beast Boy i Kid Flash.

nastoletni tytani

A może i nie?

Przedstawiona historia zahacza więc o proces: tworzenia nowej ekipy Tytanów oraz budowania zaufania w drużynie. W międzyczasie Damian zgrywa samozwańczego lidera działającego w pojedynkę, a pozostała grupa herosów w imię przyjaźni, decyduje się go niańczyć na każdym kroku. To chyba z grubsza cała fabuła, która jak można zauważyć – do najbardziej ambitnych nie należy.

nastoletni tytani

Plusy dodatnie, plusy ujemne

Przygotowując ten tekst, próbowałem znaleźć jakieś pozytywy tego albumu i szczerze mówiąc – na nic nie trafiłem. Nie jest to może mega zły komiks – w końcu da się go przeczytać. Z drugiej jednak strony, nikomu nie zapadnie na dłużej w pamięci. Przerysowany Ra’s al Ghul, nijacy przeciwnicy z Pięści Demona i Liga Asasynów, która robi za worki treningowe – to tylko kilka z ciekawych rozwiązań, które stają się nudne po przeczytaniu połowy pierwszego tomu.

Sprawy nie ratuje także przedstawienie bohaterów tej opowieści – czyli Nastoletnich Tytanów. Żaden z nich – może poza Robinem (i Goliathem, który jest chyba poza składem), nie był w stanie wyróżnić się jakoś specjalnie na tle pozostałych. Niby więc na starcie dostajemy różnych indywidualistów, ale w gruncie rzeczy, każdy z nich prezentuje się w ten sam sposób, przez co nie uświadczymy tutaj bardziej dogłębnych konfliktów emocjonalnych, gdy ostatecznie dochodzi do uformowania zespołu.

Trochę o graficznej stronie

Kolory oraz rysunki są bardzo sterylne, wręcz nazbyt czyste. Co to oznacza w praktyce? Choćby się waliło i paliło, każda postać wygląda tak, jakby padała po jednym ciosie, nie odnosząc żadnych większych obrażeń – nie mówiąc już np. o zabrudzeniach. Efekt? Gdy wertujemy kolejne strony, ewidentnie coś nam nie gra. Zastosowanie mniej szczegółowych plansz, ma jednak przynajmniej jeden pozytywny wpływ. Poszczególne kadry są na tyle przejrzyste, że pozwalają na bezproblemowe śledzenie historii.

nastoletni tytani

Kto będzie zadowolony?

Jeżeli chodzi o pierwszym tom Nastoletnich Tytanów, to muszę powiedzieć, że byłem trochę zawiedziony. Możliwe, że ta seria jest skierowana do młodszych odbiorców, którzy potrzebują kogoś z kim mogą się utożsamiać. Wątpię jednak, że ktoś wybierze Robina, gdy obok ma Supermana czy Batmana. Komiks jest ok – da się go przeczytać bez bólu głowy, ale nie jest to wybitne dzieło, które zapamiętamy na dłużej.

 

Grafiki: Nastoletni Tytani: Damian wie lepiej 

Nisu

Właściciel strony Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.