nightwing

Nightwing – Blüdhaven – Tom 2

Blüdhaven to drugi tom przygód Nightwinga z cyklu DC Odrodzenie. Czy tym razem otrzymaliśmy lepszą historię niż za pierwszym razem?

O ile tom pierwszy prostował wszystkie główne wątki dotyczące Dicka Graysona, to druga część jest zupełnie nową opowieścią, która dzieje się jakiś czas po walce Ligi Sprawiedliwości z Doktorem Destiny. Nightwing początkowo cierpi na senne koszmary, które ostatecznie pomaga mu pokonać Superman. Pośrednio w wyniku tej współpracy, Dick decyduje się na przeprowadzkę do Blüdhaven, gdzie początkowo chce zasmakować normalnego życia. Szybko jednak się okazuje, że bycie szarym obywatelem w nowym mieście, jest dość trudnym zadaniem.

Pora na zmiany

Oczywiście to tylko wstęp, który ma się jak pięść do nosa, jeżeli chodzi o główną fabułę tego tomu. Ta oscyluje wokół trzech rzeczy. Pierwszą z nich jest grupa byłych łotrów z Gotham, którzy zdecydowali się zmienić swoje życie na lepsze. Drugą – zagadka niewyjaśnionych morderstw. Te dość mocno wskazują na wspomnianą zbieraninę przebierańców, do których należy Shawn Tsang. Dlaczego o niej wspomniałem? Ponieważ wraz z rozwojem fabuły tego tomu, postać ta nabiera coraz większego znaczenia.

nightwing

 

Liczy się dobra historia

Nightwing jak przystało na superbohatera, decyduje się pomóc wyrzutkom, nawet kosztem swojego życia prywatnego (którego w tym momencie nie ma). W efekcie zostaje wmieszany w rozwiązanie sprawy, wspomnianych już wcześniej, tajemniczych morderstw.

Mimo iż fabuła nie jest jakoś mocno ambitna, to główna historia opowiedziana w tym tomie, zwyczajnie wciąga i zachęca do dalszego poznawania sekretów Blüdhaven. Tych jednak nie ma zbyt wiele, a samo zakończenie tego wątku nadal jest dość sztampowe – nawet jak na amerykańskie komiksy. Trzeba jednak przyznać, że w moim odczuciu, scenariusz dwójki jest lepszy od tego, który został nam zaserwowany w przypadku pierwszej części.

Niewykorzystana szansa

Podjęta w albumie tematyka oscyluje główne wokół: dawania ludziom drugiej szansy oraz wpływu otoczenia na nasze życiowe wybory. Brzmi ciekawie? Może faktycznie by tak było, gdyby autorzy scenariusza nie próbowali na siłę wciskać nam swojej teorii życia. W efekcie zamiast czegoś, co pozwoliłoby czytelnikowi na zatrzymanie się i przemyślenie kilku kwestii dotyczących np. wpływu otoczenia na nasze decyzje, dostajemy zbiór banałów ubranych w myśli i słowa Nightwinga. Trochę szkoda zmarnowanej okazji, bo tkwił w tym elemencie duży potencjał.

Kilka słów o bohaterach i antagonistach

Bohaterowie i wrogowie? Tym razem zdecydowałem się połączyć te dwie kwestie. Dlaczego? Ponieważ w tym komiksie linia pomiędzy: bohaterem, przestępcą, a mścicielem, jest dość mocno zamazana. Do samego końca nie ma się pewności, czy działania: Nightwinga, uciekinierów, czy nawet głównego przeciwnika, są w ogóle słuszne i w jakiś sposób moralne. Z jednej strony to dobrze, bo przez dłuższy czas czytelnik nie ma pojęcia jak potoczy się dalej fabuła. Wszystko jednak zmienia się w momencie, gdy główny wątek się kończy, a ty zaczynasz dostrzegać wszystkie niedoskonałości tej metody prowadzenia narracji. Począwszy od mało wyrazistego antagonisty, a skończywszy na historii, która pod przykrywką ambitnej intrygi, skrywa bardzo przewidywalne zakończenie.

Wyrazista postać może zdziałać cuda

Na osobny akapit zasługuje Defacer, czyli Shawn Tsang. Postać ta początkowo zdobywa serca fanów soczystym wy%$#€alaj skierowanym w stronę Nightwinga. Potem bywa jednak różnie. Staje w obronie reszty uciekinierów, wystawia Nightwinga do wiatru, potem z nim współpracuje, następnie zaczyna nas irytować swoim niezdecydowaniem… Ogólnie nie da się jednak jej nie lubić. Z całej tej gromadki przebierańców biegających po Blüdhaven, Shawn wypada najlepiej. Jej osobowość jest bardzo ludzka. Dzięki takiemu zabiegowi, czytelnikowi dość łatwo przychodzi utożsamianie się z jej decyzjami i poglądami – nawet jeżeli czasami są błędne.

nightwing

Ktoś mógłby teraz powiedzieć, że Defacer to taki odpowiednik Batgirl z tomu pierwszego… Problem jednak w tym, że jak już wspomniałem, Shawn wzbudza więcej sympatii. Nie jest tak mocno przerysowana jak Barbara Gordon i jeżeli mam być szczery – o wiele lepiej wpasowała się w klimat nowego miasta.

Rysunki oraz kolory

Chociaż sama oprawa wizualna tego albumu stanowi duży plus, to ktoś kto już zapoznał się z Lepszy niż Batman, a następnie zasiada do Blüdhaven, może się zdziwić. Rysunki oraz kolory są tutaj zupełnie inne niż w tomie oznaczonym numerem jeden.

Jeżeli chodzi o pierwszą z zaserwowanych nam nowości, to muszę przyznać, że początkowo byłem nastawiony do niej dość sceptycznie. To co rzuciło mi się w oczy po zobaczeniu kilku startowych plansz, to kreska, która jest mniej dokładna niż w pierwszym tomie, lżejsza, a przy tym cieńsza i mniej wyrazista. Jak się jednak okazało, idzie się do niej przyzwyczaić. Co więcej, moim zdaniem, pozwala ona na o wiele bardziej dynamiczne opowiadanie samej historii. Mniej skupiamy się na wyglądzie i detalach samych plansz, a bardziej na tym co ogólnie prezentują i jakie informacje zawierają w dymkach.

nightwing

Drugą nowość stanowią kolory. Jeżeli ktoś z was oglądał Altered Carbon (Modyfikowany węgiel), to zapewne już się domyśla z czym mamy do czynienia. Chłodne neonowe barwy, które dość dobrze kontrastują z konturami postaci i budynków. Dzięki takiemu zestawieniu, nocne eskapady Nightwinga wyglądają bardzo dobrze. O wiele gorzej prezentują się dzienne kadry, ale nie ma jakiejś tragedii – ogólna ocena oprawy graficznej jest tutaj na plus.

Zapraszamy do Blüdhaven?

Nie da się ukryć, że dwójeczka nie ustrzegła się błędów pierwszego zbioru. Chociaż otrzymaliśmy nową historię, to fabuła w niej przedstawiona, znowu nie powala. Całość dość mocno ratuje postać Defacer oraz odnowiona oprawa wizualna, które mnie osobiście przypadła o wiele bardziej do gustu, niż ta z pierwszego tomu. Inny jest także klimat. Z momentami wręcz infantylnego i mrocznego Gotham, trafiliśmy do Blüdhaven, którego mieszkańcy – mimo występowania przebierańców, starają się twardo stąpać po ziemi.

Jeżeli Lepszy niż Batman wam się podobał – albo przynajmniej mieliście pozytywne odczucia po zapoznaniu się z tym albumem, to drugi tom przygód Nightwinga powinien wam przypaść do gustu. Co prawda nie znajdziecie w nim: ambitnej fabuły, skomplikowanych intryg oraz kanonicznych i wyrazistych złoczyńców. Dostaniecie za to ciekawie prowadzoną historię z przynajmniej jedną interesującą postacią. Całość czyta się dobrze i mimo iż można potraktować ten tom jako wstęp do kolejnych przygód szarego syna, to w zaprezentowanej opowieści nie czuć przedłużania niepotrzebnych wątków fabularnych, tak jak to miało miejsce w jedynce. Jednym słowem – kawał solidnej roboty!

Grafiki: Nightwing: Blüdhaven

Nisu

Właściciel strony Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.