nightwing

Nightwing – Lepszy niż Batman – Tom 1

Lepszy niż Batman to pierwszy tom przygód Nightwinga z cyklu DC Odrodzenie. Czy wstęp do nowej historii Dicka Graysona jest warty uwagi?

Nie będę chyba oryginalny jeżeli powiem, że Nightwing był dla mnie jeszcze do niedawna anonimowym bohaterem ze świata DC. Co prawda wiedziałem, że taka postać jak Dick Grayson istnieje i jej wcześniejszym alter ego był Robin, a swój nowy przydomek zawdzięcza legendzie z Kryptonu, którą opowiedział mu Superman. Niemniej jednak nie byłem jakimś wielkim fanem tego superbohatera. Stąd też podszedłem do tego komiksu bez żadnych oczekiwań. Co z tego wyszło?

nightwing

 

Historia kołem się toczy

Sama fabuła to kontynuacja historii Dicka Graysona (Nightwing, Agent 37), którą czytelnicy mogli poznać w cyklu Nowe DC Comics (znanym także jako The New 52). Opowieść zaczyna się w momencie, gdy Parlament Sów mając na Nightwinga haka w postaci groźby wysadzenia w powietrze pustej makówki Damiana Wayne’a (obecnego Robina), zmusił go do współpracy. Dick zaczyna być więc kolejnym popychadłem w rękach tajemniczej elity, która chce stworzyć nowy, wspaniały świat (swoją drogą polecam nowelę o tym samym tytule).

Jednym zapewne ten wstęp się spodoba, innych odrzuci. Grunt, że im dalej zagłębicie się w samą historię, tym mniejszą rolę odgrywa w niej parlament, a większą tajemniczy nieznajomy – Raptor (niestety nie ten z Jurrassic Parku).

 

A czasami stacza w przepaść

Cała opowieść zawarta w pierwszym tomie, dość mocno jednak rozczarowuje. Okazuje się bowiem, że perypetie Nightwinga są mocno pocięte i poszarpane – momentami wręcz męczące. Chociaż główna linia fabularna istnieje, to bardzo często schodzi na drugi plan. Ważniejsze okazują się powody działań Raptora, przeszłość Dicka w Spyral czy nawet wątek miłosny pomiędzy Nightwingiem a Batgirl. Żadna z tych historii nie jest jednak w 100% wyczerpana i opowiedziana do końca, przez co w momencie zamknięcia zeszytu, czytelnik może odczuwać pewnego rodzaju niedosyt.

 

Schematyczni bohaterowie

Główni bohaterowie tego komiksu niczym nas nie zaskakują. Są wręcz do bólu sztampowi, a ich narracja bardzo często wydaje się wymuszona. Nightwing zachowuje się tak, jakby nie ufał samemu sobie. Batgirl działa bezmyślnie – tak jakby chciała znowu wrócić na wózek (taki tam, czarny humor he he), a Raptor… Raptor od tak, bez żadnych podstaw, stara się zachowywać kompletnie nieprzewidywalnie. W efekcie otrzymujemy mocno przerysowane postacie, których cechy są momentami nazbyt mocno wyolbrzymione.

nightwing

 

Kilka słów o antagonistach

Przeciwnicy to chyba największa bolączka tego komiksu. Chociaż nie mam jak przyczepić się do samych scen akcji, to niestety, przez większość czasu, Nightwing zajmuje się uganianiem za wrogami wszechpotężnego Parlamentu Sów. W jakim celu? W sumie to nie wiadomo, bo wspomniane Sowy w końcowych planszach i tak zostają zepchnięte na dalszy plan.

Jeżeli zaś chodzi o głównego antagonistę, to jest on zwyczajnie nijaki. Czytając ostatnie strony, czeka się ze zniecierpliwieniem, aż jego postać zniknie z kolejnych kadrów. Kiedy to się jednak stało, naszła mnie pewna myśl. Kończąc ten komiks, miałem wrażenie, że tak naprawdę, głównym przeciwnikiem Nightwinga, był… Sam Nightwing, który przez całą opowieść zmagał się z demonami przeszłości i konsekwencjami błędnych decyzji. Ciekawe, czy tylko ja na to wpadłem?

 

Rysunki i kolory

Scenariusz to jednak tylko fragment całości – przynajmniej jeżeli chodzi o komiksy. Rysunki zaserwowane nam w tym tomie są naprawdę miłe dla oka. Styl ten może nie każdemu przypaść do gustu, jednak jeżeli chodzi o mnie – ja to kupuję. Mocne kontrasty kolorów z dużą domieszką czerni. Wyrazista kreska oparta o grubsze linie oraz mieszanie kadrów szczegółowych z tymi mniej dokładnymi, w celu wprowadzenia szybszej zmiany tempa akcji. Komiks posiada swój unikalny klimat, który przywodzi na myśl np. stare zeszyty The Batman Adventures z 1992 roku.

nightwing

 

Na pewno nie Batman

Osobiście uważam, że nie należy traktować tego tomu jako wstępu do nowych przygód Dicka Graysona. Głównym założeniem Lepszy niż Batman, było wyprostowanie wątków dotyczących Nightwinga i to się chyba udało. Co prawda otworzono kilka nowych – zupełnie niepotrzebnych, ale ostatecznie Agent 37 wraca do swojej starej tożsamości i znowu zaczyna działać jako superbohater.

Muszę przyznać, że pomimo wielu zastrzeżeń z mojej strony do tego tytułu, nie uważam go zły komiks. Co prawda pełno w nim wszechobecnych uproszczeń, przerysowania bohaterów i wciskania niepotrzebnych elementów. Nie mogę jednak powiedzieć, że czytanie tego komiksu było katorgą. Osobiście miałem z tego całkiem dużo frajdy i nie żałuję wydanych pieniędzy.

Mam tylko nadzieję, że kolejne tomy okażą się o wiele bardziej ambitne, szczególnie jeżeli chodzi o kwestię opowiadania samej historii (im mniej cięć i luk fabularnych, tym lepiej).

Grafiki: Nightwing: Lepszy niż Batman. Tom 1

Nisu

Właściciel strony Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.