Oszuści z HellGame

Pora na drugi odcinek z mini serii pt. „Czarna Lista”. Tym razem, poruszymy kwestię pewnego gamingu, który w mojej pamięci zachował się jako najbardziej oszukańczy twór w jakim przyszło mi kiedykolwiek pracować.

W 2013 roku, kiedy byłem już w Infraction, napisał do mnie Mateusz fenomen S. znany z wcześniej opisywanego WMN. Od razu domyśliłem się, że nie chodzi o zwykłe zapytanie w stylu: Co tam u Ciebie? – w końcu nie kontaktowałem się z nikim z WeMakeNoise przez okres około 2 miesięcy. Wiedziałem, że fenomen czegoś ode mnie chce. Wiadomość, którą od niego otrzymałem, brzmiała: siema, szukasz pracy jako redaktor? Po chwili rozmowy, przedstawił mi on pełną ofertę HellGame – bo tak ów multigaming się nazywał.

Zatrzymajmy się w tym miejscu na chwilę, żeby omówić pewną ciekawą kwestię.

 

System wybierania ludzi


 

Przed przejściem do dalszej części tej historii, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, w jaki sposób wybierano kiedyś menedżerów w tego typu organizacjach. Ba! Obstawiam, że w wielu gamingach nadal ten model jest stosowany. Droga do stanowiska, które obecnie można nazwać jako CEO (wiem, porównywanie funkcji w amatorskiej organizacji do firmy jest żałosne – pragnę jedynie podać przykład) wyglądała następująco:

Redaktor -> Menedżer dywizji -> Menedżer gamingu

Jak można zauważyć, jest to pozostałość po systemie klanowym, który opierał się na hierarchii. Przedstawiał się on najczęściej tak:

Rekrut -> Gracz -> Wicelider -> Lider klanu

Taki podział, miał logiczne zastosowanie w klanie i zapewniał trzymanie poszczególnych ludzi w ryzach lub pozbywanie się tych, którzy nie pasowali do koncepcji lidera. Jeżeli lider był słaby lub go nie było, to klan najczęściej upadał. W przypadku organizacji, taki schemat nie powinien wchodzić w grę. Mogę to zaprezentować chociażby na swoim przykładzie. Redaktorem jestem całkiem niezłym (fałszywa skromność włączona), ale już menedżerem drużyny niespecjalnie. Decydowanie się na tego typu rekrutację wewnętrzną, najczęściej kończyło się losowym wybieraniem ludzi, którzy nie posiadali odpowiednich kompetencji do piastowania danego stanowiska. To chyba wszystko odnośnie tej dygresji.

 

Wracamy do piekielnych


 

Jak można zobaczyć na załączonym screenie, oferta złożona mi przez fenomena dotyczyła pełnienia funkcji redaktora. Posada ta zwolniła się po tym, jak on sam awansował na stanowisko menedżera (tak szybko to nawet w budżetówce kariery nie zrobisz). Dodatkowo, nie miał to być wolontariat – miałem otrzymywać regularną pensję (na waciki).

 

 

Po konsultacji z Honeyem (założycielem Infraction), doszedłem do wniosku, że robienie za redaktora w HG nie powinno kolidować z moimi obowiązkami w INF, więc wstępnie przystałem na propozycję.

W tym momencie na scenę wkroczyła kolejna postać. Dawid FREq Gul – jeden z założycieli HellGame. Napisał do mnie w celu uzgodnienia warunków na jakich miałem dla nich pisać newsy.

 

 

Wymogi z ich strony były standardowe. Do moich obowiązków miało należeć tworzenie newsów z życia gamingu oraz przygotowywanie wywiadów. Jeżeli chodzi o oferowane pieniądze, to jak widać stawka wynosiła 30 zł na miesiąc.

 

Pisanie pisania


 

O ile o drugim z założycieli HG, którym był Mariusz ‚GooSe‚ C. ciężko mi coś powiedzieć, ponieważ ani razu się z nim nie kontaktowałem, o tyle o FREq mogę napisać kilka słów. Spędzając tam kilka miesięcy na pisaniu newsów, odniosłem wrażenie, że Dawid był pedantem – przynajmniej w kilku aspektach. Możecie się z tego śmiać, jednak instrukcje jakie otrzymałem w celu poprawnego pisania newsów na stronie, świadczyły same za siebie. Tutaj podkreślenie, tam zmiana koloru, a tutaj wstęp na 100 słów – nieważne, że część z tych opcji była niepotrzebna, że czcionka na stronie była nieczytelna, liczyło się tylko to, że wszystko miało być tak samo spierdolone jak kilka newsów niżej.

Oczywiście na początkowych uwagach się nie skończyło. Notorycznie dostawałem uwagi odnośnie każdego tekstu, który udało mi się zamieścić. Raz, że zrobiłem literówkę i powinienem to poprawić, innym razem, że mu się jedno zdanie nie podoba i trzeba je zamienić, a jeszcze kiedy indziej, że pisząc akronim Call of Duty, nazwany przez niego błędnie skrótem (skrót to Sobie możesz zrobić w drodze do szkoły), powinienem napisać go, używając do tego tylko i wyłącznie wielkich liter (szkoda, że wszędzie pisano CoD, tak samo jak SC2: WoL, HotS, LoL itd.).

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że FREq, nie dość, że czytał wszystkie newsy przed ich wystawieniem na stronę główną, to jeszcze zajmował się publikacją tych newsów na stronie. Miał więc możliwość ich poprawiania bez żadnych konsultacji ze mną. Niestety, najwidoczniej nie chciał się brudzić taką robotą – w końcu zmiana dwóch znaków interpunkcyjnych w newsie, mogła go wysłać na przymusowe L4.

Podobnie wyglądała komunikacja z nim. Z jednej strony zachowywał się niczym wszechwiedzący Gandalf, który prowadzi profesjonalną organizację e-sportową, by następnie pytać się mnie, czy nie mam kontaktu do jakiegoś kodera. Podobna sytuacja wystąpiła, gdy padła dotychczasowa strona HG (po tym jak nie przedłużył domeny i ktoś ją wykupił za 10 zeta) i FREq wypytywał mnie o to, jaki powinien założyć nowy adres strony.

Oczywiście obiecanego wynagrodzenia nie otrzymałem, przez całe 4 miesiące pracy. Nie wiem jak sytuacja miała się w przypadku dywizji HellGame. Wiem tylko, że fenomen twierdził, iż otrzymywał swoje 60 zł regularnie, poza okresem wakacyjnym.  W momencie gdy strona padła na dobre i kazano mi napisać wiadomość na fanpage’u o przerwie w prowadzeniu gamingu, najzwyczajniej w świecie to olałem. Miałem już wystarczająco dużo dowodów na to, że ktoś leci ze mną w kulki.

 

Atop Gaming i szczyt bezczelności


 

W lipcu dostałem kolejną wiadomość od fenomena (kolega nie potrafił ukryć swoich intencji, pisząc miesiąc po wysłaniu ostatniej wiadomości), że robią reaktywację HellGame, ale tym razem pod nazwą Atop Gaming, bo ma to symbolizować ich chęć dojścia na szczyt.

 

 

Najwidoczniej zapomniał dodać, że chodziło o szczyt głupoty. Odpisałem mu, że nadal FREq nie uregulował swoich zaległości wobec mnie, wynoszących dokładnie 3 miesiące (nie liczyłem już czerwca) po 30 zł, co dawało kwotę 90 zł. Dałem mu do zrozumienia, że nie zamierzam z nimi dalej współpracować, jeżeli taki stan rzeczy się utrzyma. Co prawda, sprawy finansowe w tym czasie były dla mnie drugorzędną sprawą (oczywiście, zawsze jest fajnie otrzymywać kasę za wszystko, co się robi – Grecy potwierdzają), jednak w tym wypadku chodziło o obietnicę, które została ewidentnie złamana.

Następnie napisał do mnie Dawid, który wyskoczył z pytaniem: w czym mam dokładnie problem? Powtórzyłem to samo, co wcześniej powiedziałem fenomenowi. Przedsiębiorczy kolega FREq tylko stwierdził, że usłyszał od kogoś, że nic nie chcę w zamian za pisanie newsów i dlatego uznał, że nie musi mi płacić.

 

 

W momencie gdy odniosłem się do jego szarych komórek, które powinny mu zasugerować, że wypadałoby zapytać się najpierw mnie, czy faktycznie tak jest (wszyscy wiemy, że od samego początku to planował, o czym świadczą screeny), a dopiero w drugiej kolejności ufać swoim urojeniom, dostałem taką odpowiedź:

 

 

Pozwolicie, że zostawię to zachowanie bez komentarza.

 

Karma zawsze działa


Tak skończyła się moja przygoda z oszustem, jakim niewątpliwie był Dawid Gul. Nie próbowałem nigdy więcej odzyskać tych pieniędzy z prostego powodu. Po pierwsze, koszty podjęcia odpowiednich działań przekraczały wartość niewypłaconych pensji, a po drugie, nawet gdybym podjąłbym się dochodzenia swoich praw w sądzie, to dalej nie miałbym 100% pewności, że tę kasę bym otrzymał (pieniądze te były czysto teoretyczne i nigdy nie posiadałem ich na swoim koncie bankowym). Oczywiście  Pan Dawid nie zdecydował się na zakończenie w 2013 r. swoich przekrętów. Na początku 2014 roku postawił na nogi Atop Gaming, który chyba po 2 miesiącach istnienia zniknął z powierzchni ziemi (nikt się nie dał nabrać na obietnice bajkopisarza). Najlepiej całą działalność tego projektu podsumował ten layout, a dokładniej logo na nim zamieszczone: http://frank-art.pl/wp-content/uploads/2014/10/atop.jpg – bardzo ładna i stylowa kupka gówna umiejscowiona obok napisu Atop Gaming since 2008.

 

FREq jest drugi na mojej prywatnej, czarnej liście osób, z którymi nie zamierzam mieć więcej do czynienia. Jest to przykład typowego, chu****** właściciela, który potrafił tylko siedzieć na dupie, nie robiąc przy nic, poza wydawaniem rozkazów. Efektem ubocznym tych działań, było oszukiwanie każdego, kto zdecydował się zaufać mu nawet w najmniejszym stopniu. Oczywiście do mistrzów, o których dowiecie się w następnym wpisie z tej serii, jeszcze mu wiele brakuje, jednak zadatki na rasowego kanciarza już ma.

 

PS. Ciekawe czy teraz już jako tmzz, robi przekręty w CS:GO na skinach – obstawiam, że jest to bardzo prawdopodobne.

Nisu

Właściciel strony Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.