PEA robi porządki na scenie NA

Co jak co, ale amerykańskiemu stowarzyszeniu esportowemu nie można odmówić świetnych zagrywek PRowych. Wszystko dlatego, że znowu zrobiło się o nim głośno w wyniku zbojkotowania ESL Pro League – czyli największego turnieju/ligi esportowej CS:GO na świecie. Niestety, dla wielu nieświadomych widzów i graczy CS:GO, takie siłowe forsowanie własnych pomysłów przez PEA jest czymś złym, co powoduje, że ich ulubione zespoły z regionu NA, nie będą mogły zmierzyć się z najlepszymi teamami z Europy. No cóż, tym którzy tak myślą, mogę od razu powiedzieć, że jesteście w błędzie!

 

Początki nie budziły emocji

Kiedy powstawała PEA, od samego początku jej założyciele mówili otwarcie o zorganizowaniu ligi esportowej, w której udział brałyby zespoły tylko z Ameryki (domyślnie chodziło o USA i Kanadę). Dziwnym trafem, nikt wtedy nie przejął się tymi nowinami – wszyscy to kompletnie olali. Pamiętam, że ja sam kibicowałem tym założeniom, ponieważ z perspektywy podmiotu, który ma stworzyć stabilne rozgrywki w regionie Ameryki Północnej, byłaby to najlepsza decyzja, jaką mogłaby podjąć taka grupa organizacji. Jedyny problem mogłoby stanowić przysłowiowe betonowanie sceny, które wynikałoby z braku relegacji (co jest typowym systemem ligowym w NA) oraz podniesienia wymogów jakie musiałyby spełnić nowe organizacje, które chciałyby dołączyć do reszty teamów działających pod egidą PEA.

 

Ochrona rozwoju sceny NA

Niemniej jednak, sam zamysł był prosty. Skoro wszystkie zespoły z Ameryki Płn., od pewnego czasu dostawały w turniejach zagranicznych srogi łomot od europejskich kolegów (jakby nie patrzeć, od tamtego okresu wybiło się tylko OpTic), to dalsze bicie głową w mur przestawało mieć sens – generowało tylko koszty dla organizacji, które nie posiadały w swoim składzie dywizji ze starego kontynentu. Ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i wpadł na pomysł żeby ograniczyć ilość występów w eventach międzynarodowych, na rzecz rozgrywek krajowych. Dodajmy do tego zamkniętą ligę tylko dla zespołów z NA i mamy piękną ideę protekcjonizmu, która przy wykorzystaniu odpowiedniego zastrzyku gotówkowego i nowoczesnych rozwiązań, jest w stanie podnieść poziom zespołów w niej uczestniczących do takiego, który będzie im gwarantował w miarę wyrównaną rywalizację z europejczykami i azjatami. Coś takiego zastosowano swego czasu w Korei dla SC:BW czy SC2, gdzie istniała Proliga, która przez lata generowała najlepszych zawodników w obu tych grach.

 

Poprawa finansowania zespołów i organizacji

Poruszając temat finansów, należy zauważyć, że PEA, w teorii ma zamiar wprowadzić nowy sposób dzielenia się zyskami pomiędzy wszystkimi udziałowcami stowarzyszenia. Nie mam pojęcia czy faktycznie to wprowadzą, jednak obstawiam, że jeżeli do tego dojdzie, to systemowi temu będzie o wiele bliżej do tego, co możemy zaobserwować w przypadku piłkarskiej Premier League, czy koszykarskiej NBA.

 

Niepotrzebne porównania

Porównanie PEA do WESA, jest moim zdaniem nieodpowiednie. Ta pierwsza jest stworzona przez poszczególne organizacje z NA, które chcą stworzyć własną ligę, przy wykorzystaniu infrastruktury istniejącej już ligi MLG. Bliżej więc temu do stowarzyszenia, które powstało z inicjatywy Na`Vi. Drugi twór, został stworzony na polecenie ligi ESL i zawiera zespoły, które w tej lidze występują – wszystko odbywa się pod czujną kontrolą właścicieli ESL. Jeżeli zapytacie mnie, co moim zdaniem jest lepsze, odpowiem że PEA, ponieważ w przeciwieństwie do WESA, nie narzuca odgórnych założeń ligowych dla organizacji. Wręcz przeciwnie, pozwala organizacjom na ich dostosowanie do własnych potrzeb.

 

TL;DR – list otwarty od graczy

List od graczy przestałem czytać po stwierdzeniu, że zawodnicy są wdzięczni tym, którzy ich wspierają. Tak, gracze są bardzo wdzięczni swoim supporterom. Dlatego właśnie osoby pokroju: redaktorów, komentatorów, menedżerów, które wykonują 80% roboty przekładającej się na sukces medialny i marketingowy danego zespołu, w porównaniu z profesjonalnymi graczami esportowymi zarabiają nędzne ochłapy. Jakoś nie pamiętam, żeby profesjonalni gracze kiedykolwiek wstawiali się w sprawie wynagrodzenia tych wspierających – zawsze jest tylko walko o interes graczy i ich pieniądze, reszta się nie liczy.

Tu pojawia się kolejny problem, w który uderza bezpośrednio PEA. Gracze zapominają, że nie są nietykalni i w każdej chwili można ich zastąpić innymi zawodnikami, którzy bardziej będą nadawać się do wykonywania określonych zadań marketingowych w organizacjach. Oczywiście, może na tym ucierpieć chwilowo widowisko, ale jeżeli ktoś jest odrealniony od rzeczywistości i twierdzi, że bez niego wszystko się pier*****e, to chyba kompletnie nie ma pojęcia o tym jak działa ten system.

Wiele razy już to powtarzałem i powtórzę raz jeszcze. Gracze kompletnie nie znają się na prowadzeniu organizacji esportowych. Ich głównym zadaniem powinno być granie, osiąganie odpowiednich rezultatów i wykonywanie pomniejszych poleceń wydawanych przez organizacje. Jeżeli gracze zaczynają próbować dyktować warunki w organizacji, to kończy się to najczęściej syfem i nierządem, który prowadzi do upadku organizacji i rozpadu teamu.

 

Jakie będą skutki?

Czy rozłam na scenę NA i EU spowoduje kryzys w CS:GO? Nie, ponieważ powstanie faktyczna konkurencja dla ESL, które od dłuższego czasu, traktuje scenę CS:GO jako swój prywatny folwark. Po pojawieniu się nowej, prestiżowej ligi, sytuacja ta zmieni się diametralnie, ponieważ oba twory, będą musiały udowodnić, że zależy im na dalszym rozwoju tego tytułu. Należy także pamiętać, że nadal będą istniały takie turnieje jak ECS czy ELEAGUE, więc najlepsze ekipy z każdego kontynentu nadal będą miały szansę zmierzenia się między sobą, w celu porównania własnych umiejętności. Jedyne co może w takim środowisku wzrosnąć, to poziom niektórych ekip, co może przełożyć się na bardziej zacięte i wyrównane spotkania.

I nie, nie twierdzę, że PEA jest super. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy przypadkiem PEA nie stanie się odpowiednikiem ESL, tylko że dla sceny amerykańskiej. Należy jednak zwrócić uwagę na problemy, jakie uwidoczniła cała ta sytuacja. Esport rozrósł się do takich wielkości, że społeczność skupiona na rywalizacji w gry komputerowe, zaczyna dzielić się na pomniejsze grupy interesów. Jeżeli w najbliższym czasie nikt nie wpadnie na pomysł, jak te interesy pogodzić, to czeka nas długotrwała walka o kontrole nad funduszami, które generuje esport. Wątpię jednak, że gracze i pracownicy wyjdą z niej na plus. PEA może być swoistym bodźcem by zacząć rozmawiać o tym, jak sport elektroniczny ma wyglądać za kilka lat i kto powinien czerpać z niego główne korzyści finansowe.

Nisu

Właściciel strony Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.