Polskie LANy są dla sponsorów

Już kiedyś chyba pisałem o tym, co denerwuje mnie w kontekście imprez offline’owych pokroju majorów, minorów etc. Jak się okazuje, większe turnieje w Polsce zaczynają powoli przejmować te same zwyczaje – niestety, z bardziej miernym efektem końcowym.

Mógłbym wymienić tutaj z nazwy te kilka turniejów, które zaliczają się do tego grona, jednak z racji iż nie jest to w sumie istotne (w końcu możecie sobie sprawdzić w internecie o jakie turnieje chodzi – każdy większy z finałami offline będzie odpowiadał temu rysopisowi) pominę tę część. Przejdę natomiast do problemu, który powinien spędzać sen z powiek organizatorów tego freak show, zwanego w Polsce turniejami offline.

E-sport na polskich turniejach jest zwyczajnie marginalizowany. Osoby, które w teorii zajmują się tą specyficzną branżą, nadal nie potrafią wykorzystać potencjału, jaki drzemie w tego typu eventach. I nie chodzi tutaj o brak inwestowanych pieniędzy w reklamę przez sponsorów, czy słaby poziom drużyn w naszym kraju. Te pierwsze są raczej wystarczające żeby stworzyć chociaż półprofesjonalne warunki, a ten drugi – mógłby być lepszy, ale na chwilę obecną, pozwala na dość wyrównaną rywalizację.

W Polsce nadal wszyscy myślą o szybkim zysku. Każdy polski turniej offline jest nastawiony na klientele poniżej 16 roku życia. Z jakiegoś powodu, organizatorzy od kilku lat nie potrafią postawić na świadomego konsumenta w wieku od 18 lat wzwyż (co dzieje się obecnie w każdym innym kraju). Mamy więc grupę docelową, która:

  • nie posiada własnych pieniędzy (mam tutaj na myśli, własne środki na utrzymanie),
  • jest złożona z nieświadomych konsumentów,
  • podejmuje działania pod wpływem chwilowego impulsu,
  • może być łatwo zmanipulowana.

Paradoksalnie, osoba odwiedzająca tego typu event, ma gdzieś rywalizację e-sportową. Czasami nawet ma gdzieś wydawanie pieniędzy na bilet. Jest nastawiona na wygranie jakiegoś fanta w jednym z konkursów organizowanych na rozstawionych stanowiskach lub zwyczajnie chce spotkać swojego ulubionego YouTubera/streamera, który został zaproszony na imprezę (mimo, że e-sport, YT i streaming to trzy kompletnie różne segmenty rynku gier). Skutkiem takich działań, jest spełnianie wymogów sponsora w kwestii reklamy, przy użyciu casuali, kosztem faktycznych fanów e-sportu, którzy przyjeżdżają oglądać rywalizację pomiędzy drużynami/graczami. Można dojść do wniosku, że na polskich eventach e-sportowych, promuje się praktycznie wszystko to, co z e-sportem ma niewiele wspólnego lub najzwyczajniej nie jest z tym zjawiskiem powiązane.

Z drugiej strony, każdy z wcześniej wspomnianych turniejów próbuje na siłę kopiować: IEM w Katowicach, majory i całą resztę zagranicznych imprez. Nie wiem jaki jest w tym cel organizatorów, ale osobiście nie widzę takiej potrzeby. O ile zaplecze techniczne, w postaci tworzenia sceny, wsadzania graczy do dźwiękoszczelnych boxów, jest jak najbardziej ok (ale to już wymyślono dawno temu, chyba nawet w Korei), o tyle robienie dla 4 teamów stolika analityków złożonego z graczy jest już czasami komiczne. Podobnie ma się sytuacja z komentatorami, gdzie ich stanowisko pracy stylizuje się na profesjonale, po czym wjeżdża do niego 2 streamerów, którzy są bardziej znani z pajacowania na wizji, niżeli z rzetelnego komentarza (i nie, wyjęcie kija z d…. nadal nic w tej kwestii nie zmienia).

PS. Osobiście proponowałbym wszystkim tym innowacyjnym organizatorom, zmniejszenie liczby występujących na finałach offline zespołów do 2. Usunięcie: streama, stanowiska komentatorów, stolika z analitykami i miejsca dla widowni także powinno pomóc zmniejszyć koszty (bo obecnie i tak organizatorzy nie potrafią z tego korzystać). Cały turniej wrzuciłbym do jakiejś piwnicy bez okien, a na miejsce sceny głównej, wstawiłbym stanowisko Biedronki lub Lidla. Obstawiam, że zyski z reklamy byłyby wtedy większe, a zainteresowanie turniejem e-sportowym takie samo jak wcześniej.

 

nisu

Nisu

Właściciel bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.