Problem niekontrolowanych finansów w esporcie

Ostatnio znowu było głośno na temat Team AGG i ich zaległości wobec byłych drużyn. Niby temat rzeka, bo organizacji, które nie zapłaciły pieniędzy swoim graczom jest o wiele więcej, natomiast ten przypadek jest o tyle ciekawy, że jedną z „oszukanych” drużyn była polska dywizja CS:GO. Powiedziałbym, że ta sprawa w dużej mierze odzwierciedla obecny stan infrastruktury esportowej w kraju, która mówiąc szczerze, jest nadal w powijakach.

Obecnie w Polsce nie istnieje żadna profesjonalna organizacja esportowa, prowadzona przez byłego, profesjonalnego gracza. Powiem nawet więcej. Żaden polski profesjonalny gracz, po zakończeniu swojej kariery, nie zdecydował się na stworzenie własnego projektu działającego w środowisku esportowym. Dlaczego? Moim zdaniem kluczowe były dwie kwestie:

  • Gracze mają bardzo małe pojęcie o pieniądzach a w szczególności o ich pozyskiwaniu.
  • Byli profesjonalni gracze wiedzą dokładnie, jakie jest ryzyko inwestowania w esport i nie chcą tracić swoich pieniędzy.

Dzięki takiemu podejściu, środowisko coraz bardziej się degeneruje i traci na wartości. Brakuje ciągłości działań – byli gracze nie stają się menedżerami, tylko zmieniają branżę, na bardziej stabilną. Wzrost popularności esportu, powoduje jednak przyrost nowych graczy, aspirujących do miana profesjonalistów. Ci jednak nie chcą inwestować w rozwój długoterminowy – patrzą na swoich idoli, którzy też tego nie robią. Młodzi więc w pierwszej kolejności szukają łatwych pieniędzy, czego efektem są wysokie wymagania finansowe, przy bardzo słabych osiągnięciach lub nawet ich braku.

Polski zespół, reprezentujący przez jakiś czas barwy AGG, częściowo nawiązał do tej tradycji. Chłopaki zapomnieli skąd biorą się pieniądze w gamingu i wybrali ofertę, która na papierze, dawała im najlepsze zarobki. W teorii mogą się one brać z wielu miejsc i działań, jednak jakimś dziwnym trafem, największe gamingi korzystają z trzech źródeł:

  1. Inwestorzy.
  2. Sponsorzy.
  3. Turnieje.

Pierwsze dotyczy oczywiście pieniędzy dawanych na rozwój marki, której głównym zadaniem jest ciągły wzrost i zarabianie pieniędzy dla inwestora (hajs musi się jakoś zwracać). Drugie jest związane z otrzymywaniem pieniędzy, sprzętu innych gratisów, w zamian za daną akcję promocyjną. Trzecie źródło, to nic innego jak ogromne pieniądze, które przewijają się podczas każdego większego (czasami i nawet mniejszego) turnieju esportowego w postaci np. nagród. Jak myślicie, która forma finansowania jest obecnie najważniejsza? Oczywiście trzecia – mimo, że jest najbardziej ryzykowna.

Jeżeli organizacja nie potrafi zarządzać pieniędzmi, to zwyczajnie je przejada i niezależnie ile gracze wygrają, zawodnicy zarobionej kasy nigdy nie zobaczą na oczy, bo zgarnia je organizacja. Z drugiej strony, gracze są w dużej mierze ignorantami, więc gdyby oni dostali pieniądze, to zapewne nie zainwestowaliby ich w dalszy swój rozwój – koło się zamyka. Moim zdaniem wybór AGG przez polski zespól nie był przypadkowy i wynikał właśnie z lenistwa lub niewiedzy. To niestety spowodowało, że zawodnicy ulokowali swoje pieniądze w nieodpowiednim miejscu, na czym niewątpliwie stracili.

W przypadku wyboru organizacji, gracze nie powinni kierować się tym, ile organizacja jest w stanie im zapłacić. Powinni zwracać uwagę na to, ile organizacja pozwoli im zarobić.

 

Nisu

Właściciel strony Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.