Spina o trenerów

Poważnie zastanawiam się nad tym, kto obecnie rządzi na scenie CS:GO. Czy jest to Valve, które co jakiś czas wprowadza zmiany do samej gry, czy może profesjonalni gracze oraz sponsorzy, którzy próbują wywierać na deweloperze presję? Ostatnia sytuacja z ograniczeniem wpływu trenerów na przebieg meczów, dobitnie ukazuje problem tych relacji.

 

Decyzja jest właściwa

 

Może to tylko moje odrębne zdanie, ale uważam, że decyzja Valve w tej sprawie jest jedną z najlepszych, jakie zostały podjęte w kontekście rozgrywek e-sportowych w ostatnim czasie. Jeżeli przypatrzycie się temu jak dotychczas zespoły korzystały z trenerów, można dojść do wniosku, że wyglądało to bardziej na relacje pomiędzy niewolnikiem a panem, a niżeli pomiędzy trenerem a jego zawodnikami. Mamy więc albo osobę, która jest wykorzystywana do czarnej roboty podczas meczu, albo człowieka, który rozgrywa własną partię szachów i rozstawia graczy jak pionki po mapie. Co się dzieje w momencie, gdy takiego trenera odłączymy od zespołu? Mieliśmy kilka przykładów, gdy ekipa GuardiaNa pozbawiona trenera, zwyczajnie nie wiedziała co ma grać i kończyła spotkania z bardzo mizernym wynikiem.

 

Trenerzy zostają

 

W całej tej sprawie najdziwniejsze jest to, że nikt chyba nie zauważył, że rola trenera nadal jest taka sama. Trener ma przygotować zespół do rozegrania danego turnieju i tyle. Jedynie zmniejszy się jego wpływ na przebieg spotkania, ponieważ wracamy do momentu, w którym to na barkach samych graczy spoczywał obowiązek egzekwowania planów i strategii. Wszyscy zauważają tylko to, że trenerzy dostali po dupie, ale nikt nie zwraca uwagi na to, że o wiele ważniejsze będzie teraz budowanie składu w oparciu o solidnego IGLa oraz playmakera.

 

Gracze dbają o swoje interesy

 

Nie dziwi mnie zachowanie profesjonalnych graczy, którzy obecnie polegają na trenerach w kwestii pilnowania założeń taktycznych na meczach. To oni najbardziej hejtują decyzję Valve i ma to pewnie jakieś uzasadnienie w ich dotychczasowych działaniach. Wiele ekip zainwestowało niemałe pieniądze w tych ludzi, którzy bez wątpienia wpływali na przebieg całych turniejów lub pojedynczych spotkań. W momencie, gdy nowy przepis wejdzie w życie, może się okazać, że dotychczasowe zmiany w składach były kompletnie nietrafione i zespoły, które nie mają silnego playmakera i IGLa, będą zwyczajnie notowały gorsze wyniki od teamów, które posiadają tego typu graczy.

To z kolei powoduje kolejny problem. Kontrakty najczęściej są podpisywane na dłuższy okres czasu, więc jeżeli dany zespół będzie chciał ściągnąć do siebie dwóch znanych graczy na wyżej wspomniane stanowiska, to zwyczajnie będzie musiał dogadać się z innym teamem w kwestii wymiany/wykupu zawodników (co może być trudne ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na pewne nazwiska). W konsekwencji jakiekolwiek roszady mogą zwyczajnie się nie odbyć, bo byłyby nieopłacalne, więc niektóre zespoły mogą być zmuszone do dalszego notowania gorszych wyników.

 

Hejt jest niesłuszny

 

Bardzo zdziwiło mnie podejście wielu szanowanych serwisów e-sportowych, które jawnie twierdzą, że tego typu zmiany są złe. Jakoś w LoLu podobny schemat sprawdza się bardzo dobrze i nikt nie ma z tym problemu. Powiedziałbym nawet, że dzięki temu gry są o wiele ciekawsze. Moim zdaniem, zagranicznym serwisom e-sportowym zabrakło w tej kwestii pewnej dawki obiektywizmu, która pozwoliłaby na przedstawienie także plusów tej sytuacji. W końcu jest to także jakaś szansa dla nowych graczy by zaistnieć na scenie.

 

nisu

Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menedżerem, webmasterem. Właściciel Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Redaktor naczelny EYEGAME.PL.