Złodzieje z CMAX

Po przeczytaniu tego wpisu zrozumiecie, co częściowo stało za powstaniem tego bloga. Wiem, że obecnie możecie tu znaleźć wpisy z różnych kategorii, jednak w 2012 roku, kiedy to spotkałem się po raz pierwszy z dziwnym zachowaniem pewnej organizacji, zastanawiałem się nad stworzeniem strony, która mogłaby informować graczy o różnego rodzaju przekrętach. W 2013 coś jednak spowodowało, że stworzenie niezależnego serwisu/bloga/podmiotu, który mógłby informować o oszustach, stało się priorytetem – sam zostałem wyrolowany na kasę.

 

Jak to kiedyś było

 

Ale po kolei. Żeby zrozumieć cały sens tej historii należy cofnąć się 3 lata wstecz. Potencjał facebooka był dopiero dostrzegany przez większość organizacji e-sportowych. Całe życie e-społeczne w Polsce toczyło się na kilku lub kilkunastu serwisach o tematyce e-sportowej. Jedne z nich starały się pisać ogólnie o sportach elektronicznych, inne były bezpośrednio związane z pewnymi zespołami (portale należące do gamingów). Można więc napisać, że organizacja, która nie posiadała strony – praktycznie nie istniała. Teraz może to trochę śmieszyć, szczególnie jeżeli patrzymy na działania największych, gdzie strony służą tylko do publikowania najważniejszych informacji, a cała reszta jest zamieszczana w social mediach typu twitter, facebook etc.

 

To może postawimy stronę?

 

W Infraction, wraz z Honeyem (właścicielem INF) zdecydowaliśmy, że postawimy stronę opartą o webspella, który był najpopularniejszym skryptem w tamtym okresie. Chcieliśmy jednak rozbudować ją o dodatkową funkcję związaną z obstawianiem meczy. Coś co dzisiaj jest wykorzystywane do obrotu skinami, kiedyś było już stosowane na kilku polskich stronach (oczywiście bez skinów). Nikt jednak nie próbował oprzeć o to, działalności swojego serwisu (bo w tamtym okresie nadal funkcjonowało przekonanie, że newsy>reszta). Problem stanowił fakt, że we dwójkę kompletnie nie znaliśmy się na pisaniu stron. Zdecydowaliśmy więc, że zwyczajnie zakupimy odpowiedni szablon. Tutaj zaczęła się zabawa z naszymi bohaterami tego wpisu.

 

Kto nam zrobi szablon

 

Obecnie na wiele rzeczy patrzę inaczej i mając to doświadczenie, które posiadam, pewnie nigdy bym się nie dał wkręcić w to wszystko. Niemniej jednak, człowiek był młody i głupi, a dwójka debili to wykorzystała. Z polecenia Honeya, skontaktowaliśmy się z osobą, którą znał jeszcze z grania dla InTheLight. Tą osobą był niejaki Patryk B. a w późniejszym czasie także Krzysztof Cz. Obaj złodzieje w tym czasie prowadzili Team CMAX (co bardziej dociekliwi znajdą tu swoisty plagiat pewnej drużyny rosyjskiej z CS 1.6) i w ramach pozyskiwania funduszy dla organizacji, tworzyli strony internetowe. Przynajmniej tak to przedstawiali. Początkowo dogadaliśmy się w kwestii stworzenia szablonu i rozbudowania go o interesujące nas funkcje. Cena wyniosła jakieś 200 zł (obecnie z odsetkami pewnie dałoby się naliczyć 500 zł). W przeciągu obiecanego miesiąca, dostaliśmy nawet wersję testową, która już wtedy sypała się na lewo i prawo. Zgłosiliśmy poprawki no i czekaliśmy na naprawę tego co było spierdolone – płacąc zarazem kwotę za usługę, która zgodnie z ich zapewnieniami była na wykończeniu. Niestety, miesiące mijały, strona stała w miejscu, a my byliśmy ciągle zapewniani, że szablon jest w produkcji. W końcu jednak zmienili wersję opowieści. Okazało się, że trzeci ze wspólników, który odwalał za nich całą robotę oszukał ich i dlatego nasz szablon nadal do nas nie trafił. Problem polegał na tym, że w zasadzie chuja nas to powinno obchodzić, bo nigdy wcześniej nie zgadzaliśmy się na tworzenie strony przez pośredników. Chcieliśmy albo odzyskać chociaż podstawowy szablon, który byłby sprawny (pal licho dodatkowe funkcje) albo dostać zwrot kasy. Do dzisiaj, żadna z tych rzeczy nie została wykonana, a Panowie B. i Cz. tną w chuja w związku z tą sprawą.

 

Nowe plany na szukanie frajerów

 

Gdyby wyżej wspomniana dwójka zwyczajnie zostawiła e-sport i zaczęła zbierać truskawki na polu, to pewnie temat ten, nigdy nie zostałby reaktywowany, jednak wczoraj dostałem wiadomość na jeden z fanpage’y o lidze FLMleague. Moją uwagę zwrócił podpis, który był jak płachta na byka. Złodziej, który do dzisiaj nie uregulował zaległości, tytułuje się CEO ligi i powołuje się na dwie dziwne firmy. Upewniłem się tylko, że faktycznie jest to on (nie było to trudne) i zdecydowałem się napisać o tym posta na fb. Dlaczego? Ponieważ z doświadczenia wiem, że złodziej pozostanie złodziejem. Tyczy się to w szczególności tych, którzy myślą, że wszystko może im ujść bezkarnie. W tym wypadku KCZ powołuje się na dwie firmy, które w rzeczywistości mają z osobowością prawną tyle wspólnego, co koń z koniakiem. Jest to zwyczajnie projekt przynajmniej jednego z tych delikwentów, a pseudo firmy krzaki zostały tam wpisane tylko po to, żeby poprawić wiarygodność projektu. Niestety, jeżeli ktoś miał styczność z tymi ludźmi, to od razu wie, że zależy im tylko na wyłudzeniu kasy od niczego nieświadomych użytkowników.

 

Nie wszyscy są oszustami, ale trzeba uważać

 

W kilka miesięcy po całej akcji w 2013, zdecydowaliśmy się napisać do graffikera (obecnie Intar It), który przygotował nam świetny szablon, z którego korzystaliśmy przez kilka lat. W jego przypadku profesjonalizm był potwierdzony czynami, a dokładniej stronami, które znajdowały się w jego portfolio. Pamiętam, że przez okres funkcjonowania strony, wiele razy pomagał nam w poprawianiu bugów, które od czasu do czasu pojawiały się na witrynie Infraction – złoty człowiek.

O ile nie nakłonię pewnej osoby, do napisana tutaj jeszcze jednego wpisu, to jest to ostatni tekst z serii Czarna Lista. Wypadałoby więc dać wam kilka rad. Po pierwsze, dobre strony/grafiki itd. nie są tanie. Jeżeli chcesz mieć coś wykonane dobrze, to musisz niestety za to zapłacić odpowiednią cenę. Po drugie, zawsze trzeba sprawdzać jaką opinię ma dany wykonawca – chociażby w internecie. Po trzecie, trzymaj się z dala od wszystkich ludzi, o których wypowiadałem się niepochlebnie w tym lub w poprzednich tekstach z tej serii. Po czwarte, jeżeli masz jakiekolwiek przesłanki by komuś nie ufać – zrezygnuj z jego usług. O wiele lepiej jest czasami dać sobie na wstrzymanie, niżeli osiągnąć efekt, który będzie się ograniczał do wydania kasy w błoto. Po piąte i ostatnie, jeżeli masz możliwość, nie wpłacaj całej sumy za zlecenie od razu – podziel ją na kilka mniejszych rat. Problem dotyczący kwestii małych sum (do 500 zł) jest taki, że potencjalny proces, który mógłbyś wytoczyć, bardzo często będzie przekraczał kwotę, którą mógłbyś odzyskać. W takim wypadku, działanie to mija się często z celem i lepiej jest zwyczajnie sobie odpuścić.

Nisu

Właściciel strony Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.