lcs franczyza

LCS NA – nieudany eksperyment franczyzowy

LCS zanotowało straszliwą klęskę podczas tegorocznych Worldsów. Co jest przyczyną tak słabych wyników ekip z regionu NA?

Mistrzostwa Świata w League of Legends 2019 miały udowodnić, że Amerykanie nadal mają coś do powiedzenia na profesjonalnej scenie. Jak się jednak okazało, zespoły z tego regionu, które ostatecznie awansowały na Worldsy, w fazie grupowej notowały porażkę za porażką.

Skąd bierze się taki spadek formy graczy, którzy jeszcze do niedawna byli uznawani za jednych z najlepszych na świecie? Dlaczego pomimo tak dużych inwestycji w drużyny LoL-a, region NA dalej nie potrafi przełożyć tych pieniędzy na wyniki?

Jeden model by wszystkimi rządzić?

Moja teoria głównie dotyczy zjawiska franczyzy, które w Północnej Ameryce, jest traktowane jako jedyna słuszna metoda prowadzenia lig sportowych. Oczywiście takie myślenie zainfekowało także rodzimy esport, który w moim odczuciu, właśnie obrywa z tego powodu rykoszetem…

Co ciekawe pisałem już o tym dokładnie 28 października 2018 roku… I jak się okazało, wyciągnąłem wtedy chyba dobre wnioski.

Dzisiaj miał pojawić się na blogu wpis o tematyce związanej z esportem… Ale się nie pojawi 😀 Postaram się wynagrodzić…

Publiée par Ingaming sur Dimanche 28 octobre 2018

Czy ligi franczyzowe mają sens?

Skąd jednak bierze się moja nienawiść do franczyzy? No cóż, jest wiele powodów, dla których niespecjalnie mogę zrozumieć promowanie przez Riot Games tego konkretnego modelu ligowego. Pozwolicie jednak, że najpierw napiszę kilka pozytywnych słów na temat tego systemu.

Kiedyś wysnułem taką teorię, że franczyza jest dobra dla społeczności, które faktycznie muszą liczyć się z każdym wydanym groszem. Niewątpliwie wprowadza ona pewną stabilizację dla marek, które są jej częścią. Pozwala także na pobieranie benefitów wynikających ze współpracy podjętej przez poszczególne podmioty, należące do danego modelu franczyzowego.

Może się więc wydawać, że w zasadzie to spoko opcja, dzięki której można rozwiązać bardzo wiele problemów – chociażby ze stabilnością składów w poszczególnych drużynach. Nie jest to jednak do końca prawdą.

Franczyza – stabilizacja kosztem rozwoju

Wszystko dlatego, że o ile franczyza pozwala zespołom na lepszą promocję własnej marki oraz wprowadza pewną stabilizacje do budżetów drużyn, to w kolejnych sezonach, gdzie mamy do czynienia z draftem lub jego odpowiednikiem, jest bardzo zależna od poziomu szkolenia nowych zawodników.

Ujmując to prościej – jeżeli zawodnicy pukający do bram profesjonalnej ligi są zwyczajnie słabi, to w modelu franczyzowym, automatycznie zaniżają poziom rozgrywek. W tradycyjnym europejskim wydaniu tego nie ma. Wszystko dlatego, że istnieje tam system relegacji, który co sezon usuwa przynajmniej jedną najgorszą ekipę z profesjonalnej sceny.

No ale oczywiście właściciele organizacji wiedzą lepiej. Jeżeli zostaniesz odepchnięty od koryta, to możesz już się nie podnieść, a to nie jest na rękę podmiotom, które żyją w LCS na krechę.

Wróćmy jednak do modelu amerykańskiego.

Skup graczy z innych regionów przestał działać

Jak obejść problem słabych graczy na rodzimym serwerze? W bardzo prosty sposób. Zamiast kontraktować ludzi z USA i Kanady, decydujesz się na importowanie zawodników z pozostałych regionów, które wydają się bardziej konkurencyjne. W efekcie dostajemy zespoły złożone z przedstawicieli wielu narodowości.

Gdyby ktoś zapytał mnie w 2019, skąd pochodzą zawodnicy występujący w danej drużynie LCS, odpowiedziałbym bez zbytniego wahania, że:

  • Mid – Korea lub EU
  • Top – USA lub Kanada
  • Jungle – EU
  • ADC – Korea lub EU
  • Support – USA lub Kanada

Oczywiście, jeżeli prześledzimy wszystkie zespoły, to zapewne znajdą się w nich gracze innej narodowości. Niemniej jednak pewien schemat działania – jeżeli chodzi o budowanie składu formacji występującej w LCS, jest widoczny gołym okiem.

Miejsce na esportową emeryturę

I wiecie co? Gdyby faktycznie do LCS byli ściągani tylko młodzi, perspektywiczni zawodniczy, to może miałoby to jeszcze jakiś sens. Niestety w większości wypadków, mamy do czynienia z czymś, co chociażby w żargonie piłkarskim, jest nazywane szrotem. Zespoły ściągają znane nazwiska albo graczy, którzy wylecieli ze swoich dotychczasowych ekip. Nie patrzą przy tym na to, czy zawodnik ma coś do zaoferowania oraz czy nadaje się do już istniejącego składu.

Zarabianie kapuchy ważniejsze od wyników

Mało? Dodajmy do tego koleją patologię w postaci kontraktowania niektórych graczy za ogromne pieniądze. Co ciekawe, kolejny raz, nie musi to być zawodnik, który jest najlepszy. Wystarczy, że będzie stanowił o sile marketingowej organizacji w nadchodzącym sezonie.

Franczyza umożliwia skupienie się nie tyle na wygrywaniu rozgrywek, co na tworzeniu contentu i całej otoczki zespołu – np. wokół konkretnej gwiazdy.  Efekt? Niektórzy zawodnicy są przepłacani, ponieważ mogą zarobić dodatkowe pieniądze dla organizacji – niekoniecznie podczas rywalizacji w samej grze.

Brak solidnych fundamentów pod szkolenie nowych zawodników

Ale te wszystkie rzeczy bledną w momencie, gdy dochodzimy do najważniejszego aspektu LCS – szkolenia nowych graczy. Jeżeli spojrzymy na przykład NBA, to okazuje się, że franczyza może bardzo dobrze działać w środowisku sportowym. Zawodnicy szkolą się w ligach uniwersyteckich, następnie przechodzą do draftów, by na koniec trafić do NBA lub innej zagranicznej ligi.

Jak to działa w LCS? No… Nie działa. W teorii mamy jakieś rozgrywki drugiego poziomu oraz ligi uniwersyteckie, ale cały system nie jest skoordynowany. Nie ma współpracy pomiędzy poszczególnymi podmiotami, przez co ciężko jest mówić o jakimikolwiek planowaniu kariery w przypadku graczy z regionu NA. Problemem jest także brak trenerów – czy raczej osób, które miałyby pozytywny wpływ na szkolenie graczy chociażby w aspekcie gry drużynowej.

Niepotrzebne regulacje

Jeżeli połączymy wszystkie wcześniej wymienione elementy układanki w jedną całość, to otrzymamy obraz regionu, w którym najlepiej jest zostać streamerem. Wybieranie ścieżki esportowca w League of Legends jest tam zwyczajnie mało opłacalne, chyba że jesteś importem z EU, KR, Chin etc.

O dziwo Riot Games zdecydował, że trzeba coś z tym fantem zrobić. Szkoda tylko, że jak przystało już na poczciwe Rito, twórcy gry znowu zabierają się za temat od złej strony.

Jak już napisałem to wcześniej, importowanie zawodników z innych regionów nie jest przyczyną problemów LCS-a. Tak naprawdę to skutek, wynikający z niedoboru lepszych zawodników z USA i Kanady, którzy mogliby grać na poszczególnych pozycjach.

Dotychczas zespoły radziły sobie z tym w tradycyjny sposób. Jeżeli nie mogłeś znaleźć we własnym regionie kogoś wartego uwagi, to szukałeś w innych krajach. Robiłeś tak aż do momentu, gdy ktoś łaskawie litował się nad twoim śmiesznym zespołem i dołączał do twojej ekipy za o wiele mniej śmieszne pieniądze. Oczywiście tylko po to, by po miesiącu uciec do bardziej intratnego zajęcia w postaci np. streamowania (o nim będzie traktował chyba następny wpis).

Gdy tej opcji zabraknie, LCS i NA Academy League zostanie zalane potokiem słabych zawodników, którzy jeszcze bardziej zaniżą poziom tych rozgrywek. Czy ma to sens? Gdyby istniały mechanizmy, które pozwalałyby graczom na znaczne poprawienie własnych umiejętności np. poprzez występy w akademiach, to zapewne tak. Niestety patrząc na osiągnięcia tych ekip, mam wrażenie, że jest to zwyczajnie strata czasu i pieniędzy.

Czy istnieje rozwiązanie?

Rozwiązanie jest kontrowersyjne i raczej nie wszystkimi się spodoba. Dotyczy ono dwóch elementów, które należy w tym momencie zmienić lub poprawić.

Jeżeli chodzi o drużyny i rozgrywki, musi powstać stabilny i wydajny system szkolenia zawodników League of Legends, który będzie uwzględniał wszystkie możliwe szczeble kariery pro gamera LoL-a: począwszy od bycia zawodnikiem, a skończywszy na jego emeryturze.

W przypadku zawodników, którzy obecnie mają szansę trafić do LCS, miałbym jedną radę. Powinni zmienić region na np. Chiny, Tajwan, EU, Turcję.. Cokolwiek, co nie nazywa się NA. Każdy z tych regionów skupia się o wiele bardziej na rywalizacji, niżeli na zarabianiu zielonych poprzez akcje marketingowe. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że taki zawodnik z USA czy Kanady, będzie musiał w bardzo krótkim czasie, przystosować się do walki o swoją pozycję w zespole – o ile oczywiście uda mu się do takowego wcześniej trafić.

Inna opcja to likwidacja franczyzy i pójście w stronę ligi z relegacjami, ale bądźmy szczerzy – na to nie pozwolą inwestorzy wykładający kasę na organizacje biorące udział w LCS oraz sam Riot Games.


Jeżeli masz jakieś pytania, albo chcesz zaproponować temat, który powinniśmy poruszyć na łamach naszego bloga, to skontaktuj się z nami drogą mailową lub poprzez fanpage na Facebooku. Zachęcamy także do zapoznania się z naszymi pozostałymi wpisami.

Nisu

Właściciel bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.