esport kryzys

Esport nie jest przygotowany na kryzys

Fajnie, że od 2008 roku, kiedy to kryzys gospodarczy cofnął esport o kilka dobrych lat wstecz, nikt nie wpadł na pomysł, jak zabezpieczyć wspomniany sport elektroniczny przed podobnymi zjawiskami.

I chociaż kryzys jeszcze nie nadszedł, a esport dzięki pewnemu chińskiemu wirusowi ma się całkiem dobrze (możecie mnie teraz nazwać rasistą, bo nazwałem wirus od miejsca gdzie ujawnił się po raz pierwszy – fuck logic), to sytuacja jest na tyle rozwojowa, że w najbliższym czasie powinna zmienić się diametralnie.

Co by tu napisać?

Na wstępie napomnę tylko, że pierwsza wersja tego wpisu poszła niestety do kosza.

No dobra, nie do końca, bo dalej mam ją zapisaną na kompie, ale zwyczajnie stwierdziłem, że nikogo raczej nie będzie obchodziło lanie wody na temat międzynarodowej, profesjonalnej sceny esportowej, do której polskie organizacje nie miały ostatnio żadnego podjazdu.

Kopiuj i wklej

Jest to o tyle problematyczne, że chociaż nie mamy wyników, to dalej w naszym kraju dość mocno forsowany jest styl prowadzenia organizacji na modłę zachodnią: czyli finansowanie działalności projektu esportowego z pieniędzy sponsorów lub też prywatnych inicjatyw, zwanych potocznie inwestorami.

I jeżeli ktoś myśli, że taki stan rzeczy po akcji z koronawirusem i nadchodzącą recesją się utrzyma, to mam wrażenie, że jest trochę naiwny.

Sponsoring jakby nie patrzeć, zawsze był w esporcie, ale jeżeli dochodziło do zbytniego polegania na pieniądzach z zewnątrz, to często kończyło się to dla tego środowiska bardzo nieciekawie.

Uprzedzając pytania – tym razem będzie podobnie.

Da się to dodrukować?

Nadchodzące miesiące będą istotne dla wielu krajowych organizacji esportowych. Nie tylko dlatego, że mają ograniczone pole do popisu, a ich podopieczni, muszą brać udział wyłącznie w turniejach online.

Zwyczajnie w najbliższym czasie zabraknie pieniędzy, tak bardzo potrzebnych do prowadzenia tego typu działalności.

Ale jak to? No tak się składa, że gdy nadchodzi recesja – albo kryzys wywołany dodrukiem pieniądza i niespłaconymi pożyczkami, to w pierwszej kolejności tnie się koszty – czy mówiąc prościej, szuka się się oszczędności tam, gdzie można je wprowadzić.

Podpowiem, że esport mocno bazujący na marketingu i reklamie, jest w tym wypadku piątym kołem u wozu.

Nie wszyscy będziemy się z tego śmiać

Kto w takim razie będzie w możliwie najlepszej formie, a kto skończy w rynsztoku?

Pozwoliłem sobie na przygotowanie takich dwóch, małych list, które pozwolą wam zorientować się, które marki mogą w najbliższym czasie zniknąć z naszego rodzimego rynku esportowego.

W najlepszym stanie będą podmioty, które posiadają:

  • Prawdziwych kibiców, którzy będą w stanie poratować swój ulubiony gaming szlugiem.
  • Oszczędności.
  • Prywatnego inwestora, hobbystę.
  • Faktyczną działalność, która rozwiązuje najbardziej podstawowe problemy ludzi.
  • Biznes online.
  • Oddanych pracowników, którzy zrezygnują z pensji i zdecydują się na wpierdalanie tynku ze ścian.

 W przysłowiowej dupie znajdą się natomiast:

  • Organizacje opierające 80% swojego budżetu na sponsorach.
  • Projekty kupujące fanów za darmowe fanty i hajs.
  • Gamingi oparte o agencje marketingowe lub pieniądze z nich płynące.
  • Organizacje bazujące na kasie z turniejów.

Widzimy się za rok

Oczywiście powyższa lista jest dość powierzchowna. Spodziewam się nawet, że nie wszyscy odczują w tym samym czasie efekty spowolnienia.

Pewne jest natomiast, że każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu, będzie musiał zmierzyć się ze wspomnianym kryzysem.

Jeżeli mam być z wami szczery, to mam nadzieję, że powyższy tekst za rok będzie nieaktualny, a moje przewidywania okażą się błędne.

Na razie jednak, wszystko wskazuje na to, że pierwsze ruchy na międzynarodowym rynku esportowym są już wykonywane. I nie, nie wskazują one na dalsze inwestowanie pieniędzy. Jednym słowem – może być zabawnie.


Jeżeli masz jakieś pytania, albo chcesz zaproponować temat, który powinniśmy poruszyć na łamach naszego bloga, to skontaktuj się z nami drogą mailową lub poprzez fanpage na Facebooku. Zachęcamy także do zapoznania się z naszymi pozostałymi wpisami.

Nisu

Właściciel bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.