iceman one vision esport

Wywiad: IceMan – OneVision stawia na SimRacing

IceMan – jeden z właścicieli OneVision E-Sport, odpowiedział nam na kilka pytań dotyczących: całego projektu, fuzji, a także SimRacingu.

Gościem tego wywiadu był IceMan – jedna z dwóch osób, które obecnie są odpowiedzialne za organizację OneVision E-Sport.  Z poniższej rozmowy możecie dowiedzieć się: Co Kamil myśli o niedawno przeprowadzonej fuzji, dlaczego organizacja stawia na SimRacing oraz jaką rolę ma w tym wszystkim do odegrania zespół CS:GO.

Nie przedłużając, zapraszam do przeczytania poniższego wywiadu.

Nisu: Standardowo na sam początek, przedstaw się wszystkim naszym czytelnikom. Co robisz na co dzień, czym się zajmujesz? Jaki masz nick w internecie?

IceMan: Jestem Kamil Śmieja znany też jako IceMan. Na co dzień zajmuję się prowadzeniem organizacji Esport StarVision… Czy raczej już OneVision E-Sport oraz jestem grafikiem w Bad Signal Studio.

Ok, teraz możemy przejść do głównego tematu tego wywiadu. Powiedz nam, czym jest SimRacing, o co w nim chodzi i najważniejsze: jaki ma on związek z esportem?

Simracing można najłatwiej wytłumaczyć jako wirtualne wyścigi. Osoby które siedzą w tej dziedzinie esportu, mają zbliżone doświadczenia do tych, które pojawiają się u kierowców w świecie realnym.

Związek SR z esportem jest podobny do tego, jaki możemy zaobserwować w przypadku innych gier multiplayer. Różnica w porównaniu z np. League of Legends jest taka,  że wszyscy zawodnicy pojawiają od razu na jednej mapie – czyli tak naprawdę na torze wyścigowym, który w 99% przypadków, jest wirtualnie odwzorowaną wersją realnego odpowiednika.

W zależności od kategorii, trzeba przejechać jak najdłuższy dystans w określonym czasie. Mamy więc wyścigi długodystansowe takie jak 24h Le Mans oraz takie, w których trzeba dystans przejechać w jak najkrótszym czasie – przykładowo F1 itp.

Wbrew wszelkim pozorom, są więc pewne pokrewieństwa z esportem. W końcu w SR mamy także rywalizację w wirtualnym świecie.

Za chwilę wrócimy do tego tematu, jednak muszę najpierw o coś ciebie zapytać. Da się na tym zarobić?

Oczywiście, że się da. Są organizowane takie serie jak Republic of Simracers, która jest wspierana przez Polską Ligę Esportową. Są też zagraniczne eventy takie jak ESL Racing – to samo ESL które robi ESL ONE, czy od wydawców jak np. RF24 od wydawcy gry rFactor 2.

Nie są to takie kwoty jak np. w CS:GO, ale też powoli pula się zwiększa.

Czy doświadczenie zdobyte chociażby w prowadzeniu zwykłego auta, przekłada się na jazdę w symulatorze?

W pewnym sensie tak. Ale łatwiej jest wejść z symulatora do samochodu niż z samochodu do symulatora. Jasne, po 2-3 godzinach opanujemy fizykę i powinniśmy już dać radę w SimRacingu, ale jeżeli chcemy nauczyć się jazdy w SR, to od razu powinniśmy się oswoić z tym wirtualnym wyzwaniem na odpowiednim sprzęcie.

Skoro mowa o sprzęcie, to gdybym chciał zacząć bawić się w SimRacing – co musiałbym kupić? Jak się przygotować na pierwsze wyścigi?

No i tutaj niestety zaczyna się nieszczęsny dla SimRacingu próg wejścia. To jest trochę podobne do CS-a. Możemy grać na sprzęcie do 100 zł i jakoś to będzie, a możemy za 5k i będziemy prosami.

W SR najwięcej kosztuje kierownica. W dzisiejszych realiach możemy dostać kierownicę Logitecha – od 300 do 500 zł za uniwersalny model, który będzie posiadał do 900 stopni skrętu. Od takich modeli najlepiej zaczynać. Jeżeli wybierzemy coś z niższej półki, to nigdy nie wiadomo, na ile to będzie działać… A trzeba pamiętać, że przyjemność z niedziałającej kierownicy jest żadna.

Jak już wspomniałem, na start taki sprzęt sygnowany chociażby marką Logitech, powinien spokojnie wystarczyć.

Kupić wypadałoby także jakiś symulator lub grę. I trzeba tutaj przyznać, że mamy w czym wybierać, np: F1 od Codemasters, rFactor 2, Assetto Corsa, AC competizione lub iRacing. Darmowym odpowiednikiem jest rFactor 1, gdzie stare ligi lub ludzie z naprawdę niską rangą, używają jeszcze tego symulatora.

Do przygotowania każdy musi podejść indywidualnie. Najlepiej jeśli już ktoś zna podstawy, takie jak: optymalny tor jazdy czy punkty hamowania. Oczywiście każdy tor ma swoje własne, specyficzne elementy, ale w tym aspekcie chodzi o świadomość: jak ich szukać.

Na necie jest trochę poradników o tym, jak zacząć przygodę z SR. Dobrym pomysłem jest także podglądanie nagrań z realnych serii wyścigowych. Pozwala nam to podpatrzeć profesjonalne zachowania kierowców, które później możemy wykorzystać na wirtualnych torach.

Ile czasu zajmuje graczom ogarnięcie podstaw?

Tutaj jest to zależne od tego, jak dużo zna się podstaw. Bo ktoś kto ściga się np. w realu, ogarnie w ciągu 3 godzin SimRacing. Ja osobiście mam nastukane około 2500 godzin.

W głównej mierze jest to jednak indywidualna sprawa każdego kierowcy.

Zostawmy na chwilę SimRacing. Skąd wziął się pomysł na założenie własnej organizacji esportowej – Esport StarVision?

Pomysł pojawił się po tym jak w moim dawnym zespole, pokazały się konflikty i niedomówienia. Organizacja była uśpiona i czekała na bodziec oraz pomysł na siebie. Odezwałem się do Adriana z pomysłem, a następnie zbudowaliśmy markę Esport StarVision na fundamentach Impact Squadu.

A później zdecydowaliście na kolejną fuzję. Dlaczego połączyliście się z OneForce i stworzyliście OneVision?

Z OneForce połączyliśmy się po to, aby zwiększyć siłę przebicia i liczbę osób, które mogłyby zobaczyć naszą pracę. Chcieliśmy także zrzucić z siebie trochę obowiązków.

Jak oceniasz połączenie? Wyszło na plus, czy może niekoniecznie?

W mojej ocenie wyszło na plus. Dzięki temu połączeniu, o wiele łatwiej jest nam znaleźć osoby do pomocy. Napływ nowych ludzi oznacza także, że  organizacja w przyszłości będzie funkcjonowała jeszcze lepiej.

Oby tak było. W OneVision poza dywizją Simracingu, macie także niedawno pozyskany zespół CS:GO. Łączenie tych dwóch środowisk ma sens? Czy ktoś już tego próbował?

Aktualnie posiadamy wyścigową dywizję oraz CS:GO. Jest to niestandardowy ruch ze względu na to, że mało kto podjął się łączenia czegoś co jest niszowe  – w tym wypadku SimRacing oraz czegoś co jest bardzo popularne – czyli CS:GO.

Podjęliśmy próbę połączenia tych dwóch środowisk, tak żeby zwiększać świadomość ludzi o SimRacingu a przy okazji reklamować sponsorów/partnerów na samochodach, które będą wspierać naszą strzelecką dywizję.

Wbrew pozorom, po kosztach progu wejściowego, późniejsze koszty są niższe od prowadzenia CS:GO. Dopiero w zawodach międzynarodowych zaczynają się koszty wpisowego czy licencji, więc wyścigowa dywizja nie jest pijawką dla organizacji, a bardziej niestandardowym rynkiem.

Czy ktoś oprócz nas zrobił podobny ruch? Devils.one biorąc się za fuzję z Tritonem.

Jakiś czas temu – jeszcze za czasów StarVision, pojawiła się informacja o zakończeniu przez was projektu Silesia – czyli  drużyny CS:GO, która miała składać się tylko ze śląskich graczy. Co was skłoniło do podjęcia próby utworzenia takiego zespołu?

Chcieliśmy zbudować projekt, który będzie się opierał na jednym środowisku. Chcieliśmy zbudować lokalny zespół, który mógłby grać na lanach organizowanych niedaleko nas. Postawienie na graczy tylko z jednego regionu, ułatwiłoby zawodnikom spotkania oraz zwiększałoby ich morale.

Jakby się nad tym zastanowić, to faktycznie był to dobry ruch. Pora kończyć nasz wywiad, więc na koniec masz 5 minut dla siebie. Chcesz może kogoś pozdrowić, albo masz coś do powiedzenia naszym czytelnikom?

Pozdrowić chciałbym: naszych zawodników, naszych odbiorców i zapraszam do śledzenia naszych poczynań.


Jeżeli masz jakieś pytania, albo chcesz zaproponować kolejnego rozmówcę, to skontaktuj się z nami drogą mailową lub poprzez fanpage na Facebooku. Zachęcamy także do zapoznania się z naszymi pozostałymi wywiadami.

Nisu

Właściciel bloga Ingaming. Kiedyś orędownik esportu, dzisiaj fan gier single player oraz seriali i komiksów.